sobota, 28 grudnia 2013

Liebster Awards



Cześć kochani! Mój blog został nominowany do Liebster Awards. Dziękuję za wyróżnienie, w szczególności  autorce  >>tego bloga<<! :)



 1. Co sądzisz o hejterach?
Nie mam o nich dobrego zdania. Bezpodstawne (zazwyczaj) mówienie źle na temat innej osoby nie jest według mnie dojrzałym zachowaniem. 

2. Jaka jest twoja ulubiona piosenka 1D?
Każda miała u mnie swój czas, jednak w sercu najbardziej zapadły mi "Little Things", "Irresistable", "She's Not Afraid", czy z nowego już albumu "Half a Heart".

3. Do jakich domów należysz?
Sama nie wiem, za bardzo się na tym nie znam :)  

4. Znienawidzony przedmiot?
Zdecydowanie niemiecki!

5. Co lepsze? Laptop czy komputer stacjonarny?
Dla mnie bez różnicy, żeby tylko coś było :)

6. Dlaczego One Direction?
Trudne pytanie, łatwa odpowiedz. Są po prostu wyjątkowi!

7. Jaki miesiąc urodzenia?
Grudzień

8. Ulubiony owoc?
Nie mam ulubionego, za to mam taki, którego nie lubię - grejpfrut :)

9. Co sądzisz o Sophi?
Wierzę, że Liam nie jest głupi. Skoro są razem, to musi mieć 'to coś'.

10. Jakiego masz zwierzaka?
Psa :)



niedziela, 1 września 2013

Rozdział 11




Pomyślałam sobie, że to będzie może jakiś miły akcent na zakończenie wakacji, haha :)
Wracam po ponad 3 miesiącach. Brak weny, totalny brak weny. Tak, znowu przepraszam :/
Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej! Chociaż w sumie 3 klasa chyba jest najtrudniejsza, ale jakoś damy radę!
Dzięki Eliza za napisanie kawałka, jak zwykle i  Wam, że jeszcze ze mną jesteście, miłego czytania :)



.........................................................................................................................................





*Oczami Sue*

Dave skręcił w ślepą uliczkę, a ja natychmiast wzdrygnęłam się. Zaczęłam rozglądać się, czy przypadkiem nie ma innej drogi ucieczki niż ta, którą tu przyszliśmy. Moje przemyślenia przerwał ciemnoskóry, który począł obcałowywać moją szyję. Odepchnęłam go od siebie, ale na marne. Był ode mnie ze trzy razy silniejszy. Łzy napłynęły mi do oczu. Zaczęłam się szarpać, kopać i na dodatek krzyczeć, prosząc o jakąkolwiek pomoc. Niestety żadna nie nadeszła, a przynajmniej na razie.  Nie poddam się- powtarzałam sobie w duchu. Nagle coś przed nami świsnęło i Dave natychmiast odskoczył jak poparzony. Skorzystałam z sytuacji i pobiegłam przed siebie, nie przestając krzyczeć. Potknęłam się o coś i upadłam z hukiem na mokrą ziemię. Coś strzeliło i poczułam ból, który przyćmił mi obraz. Słyszałam za sobą odgłos butów. Wiedziałam co mnie zaraz czeka. Dotknęłam lewą dłonią kostki. Była napuchnięta i strasznie bolała. W pewnym momencie poczułam silne szarpnięcie.
- Widzisz! Gdybyś była grzeczna, nic by się nie stało- warknął mężczyzna.
Zaszlochałam głośno, czując szorstką ścianę napierającą na moje plecy. Ściągnął mi spodenki  i włożył rękę pod koszulkę. Czułam się okropnie. Przecież ten wieczór miał inaczej wyglądać. Ufałam Davowi. Byłam pewna, że nie zrobi mi nigdy krzywdy. Jednak myliłam się i to bardzo. Nic go nie usprawiedliwiało, nawet to, że był pijany.  Znowu odepchnęłam go od siebie, ale od razu tego pożałowałam, bo w tym samym momencie on kopnął mnie w bolącą kostkę. Krzyknęłam przeraźliwie.
- Teraz bądź spokojna, bo inaczej źle się to dla ciebie skończy- wycedził przez zęby i usłyszałam odgłos rozpinającego się rozporka i łzy na nowo spływały po moich policzkach. Rzeczywiście pomogło, bo przestałam  się szarpać. Po cichu  łkałam i trzęsłam się z zimna. Kiedy jego ręka niebezpiecznie szła w dół, usłyszałam czyjś krzyk.
- Zostaw ją!- automatycznie odwróciłam się i ku wielkiej uldze okazało się, że był to Louis. Chyba jeszcze nigdy nie cieszyłam się z jego widoku, tak jak wtedy. Dave rozzłoszczony puścił mnie, a ja upadłam na prawdopodobnie skręconą kostkę i syknęłam. Louis chciał niemo dać mi do zrozumienia, żebym uciekała, ale zważywszy na mój stan, odpuścił sobie. Podszedł pewnym krokiem do Devina i wymierzył mu cios w twarz. Jeden, drugi, aż w końcu jego ciosy przybrały na sile. Popadł w szał. Resztką sił zabrałam go od krwawiącego mężczyzny i pogładziłam czule jego policzki.
- Już, uspokój się Lou. Już po wszystkim. Dziękuję, ocaliłeś mi życie. Przysunęłam się do niego i lekko ucałowałam jego spierzchnięte wargi, po czym mocno się w niego wtuliłam. Louis spojrzał mi w oczy i wytarł samotną łzę na moim policzku.
- Chodź, trzeba cię zabrać do szpitala- wziął mnie na ręce i wyszliśmy z uliczki. Kątem oka spostrzegłam, że Dave się budzi, ale nie obchodziło mnie to. Najważniejsze, że był tu ze mną Louis. Mój Louis.

***

-Wyniki zdjęcia rentgenowskiego Pani nogi i dodatkowe zbadanie jej wykazały, że z kończyną jest wszystko w porządku. Żadnego złamania nie ma, lecz staw skokowy jest zwichnięty. Uszkodzenie więzadeł wymaga nastawienia, co przy okazji zrobiłem wcześniej. - Mówił do mnie lekarz. - Zaraz jeszcze w celu usztywnienia kostki założę Pani bandaż elastyczny. Myślę, że maksymalnie po miesiącu ból powinien ustąpić. Jednak kiedy to się nie stanie, lub ból będzie tylko narastał proszę się ponownie do mnie zgłosić. - uśmiechnął się. - Zaraz wrócę, nie ruszaj się z miejsca. - wyszedł, a ja tak jak nakazał starałam się pozostać dokładnie w tym miejscu co jestem. Po chwili drzwi do sali uchyliły się, a zza nich wyłoniła się brązowa czupryna Louis'a.
-Jak się czujesz? - zapytał.
-Na szczęście tylko skręcenie, dobrze że w porę uratował mnie Louis Superman Tomlinson. Myślę jednak, że powinieneś zapytać się o to Dave’a. - odpowiedziałam, na co chłopak zaśmiał się pod nosem. -A tak swoją drogą, to gdzie jest Harry i Emma? Mam tylko nadzieję, że nie popsułam wam zabawy.
-Nie bój się, tym razem o nich nie zapomniałem. - uniósł kąciki swoich ust lekko do góry.
-Mam jeszcze jedno pytanie...-zawachalam się.
-Wal...
-Zastanawia mnie to, jak znalazłeś akurat tam, gdzie coś się działo? Wiesz o co mi chodzi. - poczułam na sobie wzrok Louis'a.
-Przechodziłem obok, usłyszałem krzyk i po sprawie. - powiedział, jednak ja nie byłam do końca pewna czy to prawda, więc spojrzałam na niego dając mu to do zrozumienia.
-No dobra, od samego początku nie byłem przekonany co do tego całego Dave'a. To raz. Dwa - co miałem robić w klubie bez ciebie? A trzy... Harry mi kazał!
-Harry?! - zdziwiłam się, brunet pokiwał głową na potwierdzenie.- Powinnam was ochrzanić za to, że traktujecie mnie jak dziecko i takie tam, ale w takim wypadku to chyba poprostu bardzo podziękuję. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła. - wyciągnęłam obie ręce w stronę bruneta, a ten wolnym krokiem podszedł i mogłam wtulić się w niego dzisiaj już któryś raz. W tym momencie w drzwiach ponownie ujrzałam doktora. Kiedy nas zobaczył posłał w naszą stronę ciepły uśmiech, a Louis powrócił na swoje poprzednie miejsce. Lekarz nałożył mi bandaż, dał swoją wizytówkę i mogliśmy wychodzić.
Co oczywiste Tomlinson nie byłby tym prawdziwym Tomlinsonem gdyby nie zachował się jak „gentelmen” i nie wziął mnie na ręce. Przecież nie jestem jakąś kaleką, żebym nie umiała chodzić. No ale jemu przeciwstawić się nie dało. Zaniósł mnie pod sam samochód (nadal mu się dziwię, jak mnie udźwignął ale o tym pomyślę kiedy indziej). Usiadłam na przednim siedzeniu i pojechaliśmy zobaczyć, co się dzieje z Harry'm i Emmą.  Po chwili Louis stał przed klubem rozmawiając przez telefon z loczkiem. Zdziwiło mnie to, że szybko wrócił samochodu.
-Poszli razem do Styles’a. Zaproponował mi, żebyśmy do nich dołączyli, ale odmówiłem. Lepiej im nie przeszkadzać. - zaśmiał się. - Tak więc zostają nam dwie opcje. Z racji tego, że jest już późno mogę cię odwieźć do domu, albo przenocujesz u mnie. Wybieraj.
-Wiesz, że z chęcią zostałabym u ciebie, ale jestem strasznie zmęczona i muszę jakoś wytłumaczyć mamie to. - pokazałam mu moją nogę.
-Znam adres. - powiedział i uśmiechnął się w moją stronę.

***

-Gdzie jesteśmy? - zapytałam.
-No jak to gdzie? Jak zwykle w idealnym miejscu, o idealnej porze. Wcześniej mówiłaś, że jesteś głodna. Odbiorę tylko zamówienie, wsiadam z powrotem i jedziemy. – wyjął kluczyki i odszedł. Jakieś 5 minut siedziałam w samochodzie koło KFC i czekałam na niego. Dziwnie się czułam widząc, co on robi. Nie jestem przyzwyczajona do odczuwania takich emocji, ponieważ nigdy jakoś szczególnie nie przywiązywałam do tego wagi. Przy nim czułam się poprostu... bezpiecznie?
-Wiesz, że mogłam zjeść cokolwiek w domu? - powiedziałam, kiedy już brunet usiadł za kierownicą.
-Wiem, ale chciałem, żebyś chociaż pod jednym względem zapamiętała dobrze ten dzień. - w tym momencie przypomniała mi się sytuacja z przed kilku godzin... Dave. Nadal nie mogę uwierzyć, że zrobił coś takiego. nigdy bym się tego po nim nie spodziewała. Z moich oczu ponownie już dzisiejszego dnia wypłynęło kilka łez.
-Sue, ja nie chciałem... - posmutniał. - To wszystko przeze mnie, przepraszam. - Złapał się za głowę.
-Za co? Za to, że byłam taka głupia i nieumyślna i poszłam z nim? To raczej moja wina. Nie powinnam była mu ufać. Więc przestań się obwiniać. Przepraszam, że Ciebie wcześniej nie słuchałam, jak mnie przed nim przestrzegałeś.
-Wiesz, miało być inaczej. Zwykły wieczór ze znajomymi. A wyszło... – zastanowił się chwilę. – Jak zwykle. Czy chociaż jedna rzecz mogłaby być tego dnia pozytywna? – zapytał, na co uniosłam lekko brwi do góry. Nie wiedziałam zbytnio o co mu chodzi.
  Przez następne kilka sekund widziałam, jak zbliża do mnie swoją twarz. W pewniej chwili poczułam, jak delikatnie musną moje usta. Minęła chwila, zanim spostrzegłam że siedzę w samochodzie nie odzywając się, udając jakąś niemowę. Bez większych problemów odpięłam pas, wyszłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu. Nie wiem czemu to zrobiłam, przecież to już druga taka sama sytuacja tego wieczoru. Myślę jednak, że to wszystko mnie chyba przerasta. Niezauważalnie przemknęłam się do swojego pokoju i kiedy już chciałam się rzucić na wymarzone łóżko, zobaczyłam na nim wyraźnie zdenerwowaną Emmę. Co ona robi tutaj o tej porze? – pomyślałam.

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 10.


*Oczami Zayn’a*

-On zapadł w śpiączkę, Sue. Czy ty rozumiesz co to oznacza? – wyszeptałem i wyszedłem.
-Malik, poczekaj! Znowu to robisz. Zostawiasz go. Powiedz mi, co ci to do cholery da? – krzyczała rudowłosa, ale próbowałem to ignorować. Jak najszybciej wbiegłem do jednej z łazienek. Musiałem to zrobić, nie daje już rady. Przekręciłem zamek z drzwiach. Byłem już zupełnie sam. Tylko ja i natłok myśli w mojej głowie. Może i większość z Was pomyśli sobie, że to jest zabawne. Ja, Zayn Malik, gwiazdka telewizyjna nie mająca uczuć tnie się w szpitalnej toalecie. Szkoda tylko, że nikt nie zauważył tego kilka lat wcześniej, kiedy moje problemy były znacznie większe...

-Zayn! - usłyszałem, jak ktoś dobija się do drzwi. Można było się domyśleć, że to Sue. Momentalnie schowałem żyletkę pod pokrywę tylnej części mojego telefonu i podłożyłem rękę pod bieżącą wodę. Bolało. Chociaż w sumie to za mało powiedziane. Piekło tak bardzo, że miałem ochotę umrzeć na miejscu. Czułem bicie swojego serca. Przyzwyczaiłem się już do tego. Z czasem cierpienie sprawia mi coraz większą przyjemność. Zdjąłem z siebie bluzę i koszulkę, którą owinąłem skaleczenie. Może chociaż na  krótki czas uda mi się to zakryć.

-Daj mi chociaż 5 minut. - odchrząknąłem i usłyszałem ciche westchnięcie wydobywające się z zewnątrz. Postanowiłem, że w tym czasie jeszcze bardziej doprowadzę się do porządku. Ostrożnie nałożyłem ostatnią część ubrania, wstałem i otrzepałem spodnie z brudów leżących na ziemi. Upewniłem się tylko, czy wszystko jest na swoim miejscu i po chwili znajdowałem się już w szpitalnym korytarzu. Z racji tego, że dziewczyna rozmawiała  z Louis'em nie chciałem jej przeszkadzać. Sam poszedłem do sali Niall'a. To co zobaczyłem, nie zdziwiło mnie. Pełno ludzi chodzących po pomieszczeniu i robiących jakieś badania, ogólne przygnębienie nie tylko u mnie, ale też u moich przyjaciół i on. Podłączony do jakiś różnych śmiesznych urządzeń, wyglądający jakby spał. Czy teraz tak będzie wyglądać nasze życie? Kiedy wszystko wychodziło już na prostą, kiedy wszystko zaczęło się w końcu układać. Dobrze, że przynajmniej zdążyłem mu wytłumaczyć tamtych kilka spraw.

*Oczami Sue*

-[...] i tak właśnie uciekliśmy wujkowi Max'owi. - zaśmiałam się z Louis'a. Opowiadał mi swoje historie z dzieciństwa. Niektóre były naprawdę pokręcone. Na przykład jak Tomlinson ze swoim przyjacielem szukali garnka, więc znaleźli jakiś w kuchni i wylali z niego całą zupę. Powkładali tam dużo piasku, jakieś rośliny, dodali wody i wymieszali. Z tego, co pamiętam na koniec nawet dodali jakieś przyprawy. Potem wystraszyli się chyba, że ktoś ich przyłapie i okrzyczy za brak zupy, więc oni odnieśli tą, co sami zrobili. Jak można się domyślić, mama Louis'a nalała ją wszystkim do talerzy. Brunet mówił, że w garnku naprawdę wygladała, jak prawdziwa zupa. Kucharze z nich. Współczuje im tylko tego, że później to oni musieli ją za karę zjeść. Po jednej łyżce im się odechciało takich głupich pomysłów, więc wylali resztę na zewnątrz. Gratuluję inteligencji, Louis.
-Co ty na to, żeby dzisiaj gdzieś wyjść? - zapytał.
-Ugh...nie wiem. Chociaż może i to dobry pomysł, żeby zapomnieć o tym wszystkim.
-No chodź, weźmiemy Harry'ego i Emme, bo wątpię, żeby tamta dwójka chciała iść. - spojrzał w stronę sali Horana. -  Będzie fajnie. - namawiał mnie brunet.
-A wasze fenki, fani i wszyscy inni? Przecież ja zdaję sobie sprawę z tego, że oni was dosłownie ‘śledza’. Nie dadzą wam żyć.
-Mamy kilka wyjątkowych miejsc. Rozumiem, że się zgadzasz? - powiedział zabawnie poruszając brwiami w górę i w dół.
-Idę po Em. Za godzinę będziemy gotowe.
-Punkt 19 pod twoim domem. - oznajmił Louis, a ja zadzwoniłam po swoją przyjaciółkę.

***

-Gdzie ty tak właściwie byłaś? Możesz mi wytłumaczyć, czemu nie było ciebie na wycieczce? - moja mama zdenerwowała się, kiedy weszłam do domu. W sumie to nie dziwię się. Zupełnie zapomniałam do niej zadzwonić. - Dowiem się w końcu? - dopytywała. Postanowiłam nie owijać w bawełnę, opowiedziałam jej dokładnie całą historię. Zareagowała nawet nienajgorzej. Gadała tylko coś tam, jakie mogą być konsekwencje w szkole i że jak będę chciała to mnie usprawiedliwi i coś wymyśli. Coraz bardziej uświadamiam sobie, jaka moja mama jest kochana.
 Szybko wbiegłam na górę, gdzie była już Emma. Wybrałyśmy jakieś ciuchy i z racji tego, że zostało nam jeszcze pół godziny postanowiłyśmy wejść na twitter'a. Nie dało się nie zauważyć, że w światowych trendach widniało hasło "DirectionersAreWaitingForYouNiall". Chłopcy mieli wspaniałych fanów. Wspierali ich na każdym kroku. Dosłownie na każdym, co czasami było lekką przesadą. Chociaż oni w sumie powinni się już przyzwyczaić do braku prywatności, takie życie gwiazd. Kiedy weszłam w moje interakcje nieco się zdziwiłam. Było tam pełno pytań dotyczących One Direction. Do przewidzenia było to, że kilka osób będzie chciało ze mnie koniecznie wyciągnąć, co łączy mnie z każdym z nich. Ale bez przesady...
 Postanowiłam wysłać Lou sms z zapytaniem, gdzie tak w ogóle idziemy, nie powiedział mi cwaniak.









Jakiś czas później.

-Sue, schodźcie na dół! Jacyś przystojni chłopacy przyjechali i dzwonią do drzwi! - krzyczała moja mama z parteru. Szybko zbiegłyśmy po schodach, wyjęłyśmy z szafki nasze buty (zwykłe trampki), założyłyśmy je i wyszłyśmy na zewnątrz.
-Czeeeść. - przeciągał Tomlinson jak nas zobaczył, a Styles tylko cicho zagwizdał pod nosem patrząc się na Emme. Od początku czułam, że z tego coś będzie. No może jeszcze nie teraz, ale za jakiś czas. Kto wie... - Wsiadajcie. - ciągnął dalej brunet. - A raczej wskakujcie. - zaśmiał się, a my podeszłyśmy do czarnego lamborgini. Wiedziałam, co blondynka sobie teraz myśli, od zawsze pasjonowała się samochodami. Z jej ust wydobyło się tylko krótkie "wow".
-To jak, dowiem się w końcu gdzie jedziemy? - spytałam.
-Mówiłem już, że w jedno z moich ulubionych miejsc. - uśmiechnął się Lou.
-Miało być wyjątkowe, a nie ulubione.
-Oj czepiasz sie... Wyjątkowe to ono na pewno jest. - powiedział brunet i spojrzał się porozumiewawczo na Harry'ego.

Kiedy tylko dojechaliśmy  zauważyłam dosyć małą, zwyczajną restaurację, chociaż muszę przyznać, że jednak było w niej coś innego... W środku większość miejsc pozajmowana była przez starszych ludzi. Nie dziwne, że chłopcy lubią tu przebywać. Tu jest tak spokojnie, żadnych pisków i krzyków.
-Podoba się? - usłyszałam piskliwy głos wydobywający się z czyjejś głowy leżącej na moim ramieniu. - Wiedziałem, że nie będziesz miała nic przeciwko.
-Zamawiamy coś?! Ja biorę jakieś ciasto, nie mam zamiaru nic innego jeść. Idę wybrać najlepsze. - powiedział loczek i pognał w stronę kelnera znajdującego się przy kasie.
-Nie tak szybko Styles. - szepnęła do siebie blondynka i ruszyła za nim. Jak z dziećmi...
-Niech oni zjedzą to ciasto, a potem wykombinujemy, co będziemy dalej robić. - uśmiechnął się Louis.
-Ale...myślałam, że no wiesz. Zostaniemy tu. Naprawdę mi się tutaj spodobało. - nie kłamałam, zdążyłam polubić to miejsce za atmosferę. W sumie, to za całokształt.
-To znaczy miałem nadzieję, że porobimy bardziej rozrywkowego niż siedzenie tutaj, ale jak wolisz. - odpowiedział i rozłożył do góry ręce z bezradności.
-Idziemy Louis? - podszedł do nas Harry z całą napchaną buzią, z resztą Emma nie wyglądała lepiej. Zaśmiałam się w myślach na ich widok, był bezbłędny.
-Idziemy! - krzyknęła blondynka.
-O, i to mi się podoba. Głośno i z entuzjazmem. Widzisz, powinieneś się od niej uczyć Tomlinson. - prychnął loczek i podszedł do jakiegoś kolesia stojącego przy dużych drzwiach. - Chodźcie. - zawołał nas po chwili. Nie miałam pojęcia, gdzie oni nas prowadzą. Może kuchnia 'od kulis' ?
 Nie chcielibyście widzieć mojej miny po tym, co zobaczyłam. Jak tylko przekroczyłam próg pokoju usłyszałam głośną muzykę (swoją drogą, te ściany muszą być jakieś wyjątkowe, skoro tego wszystkiego nie było słychać). Na przeciwko mnie znajdowały się duże kanapy w kształcie litery 'U', a po mojej prawej stronie barman podawał ludziom kolorowe napoje, można się domyśleć, że to drinki. Całą salę wypełniała masa ludzi tańczących w rytm piosenki.
-No tak, mogłam się tego po was spodziewać. - zaśmiałam się.
-Znajomości i tylne drzwi robią swoje. - odpowiedział Hazza.
-Jeśli chcecie, to usiądziemy na chwilę, bo nie wiem jak wy, ale ja zaraz idę się bawić. - skomentował Lou.
-Jak wolisz. Przyjdźcie jak odpoczniecie. - powiedziała z uśmiechem Emma. Zobaczyłam z tego powodu na twarzy Tommo lekką irytację. Blondnka pociągnęła mnie na parkiet i rozpoczęłyśmy taniec. Muzyka była puszczona tak głośno, że nie słyszałam własnych myśli. Chociaż może to nawet dobrze?

***

Straciłam rachubę czasu. Bolała mnie głowa, a nogi plątały się pod moim ciężarem, ale pomimo tego wszystkiego czułam się dobrze, bardzo dobrze. Byłam otoczona jednymi z najwspanialszych osób na świecie. Bo mogę już tak powiedzieć, prawda? Wiem, że to pewnie dziwne, że w tak krótkim czasie poczuliśmy się sobie tak bliscy. Szczerze? Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Chociaż w sumie jeszcze bardziej zdziwił mnie Dave. Trochę mi zaimponował tym, że opuścił dla nas treningi i dowiózł nas do Horana. Musze przyznać, to pewnie nie było proste wymigać się jakoś przed trenerem... Oooo, o wilku mowa. - pomyślałam i zobaczyłam przed sobą czarnoskórego mężczyznę.
-Sue? - ujrzałam jego zdziwiony wyraz twarzy.
-We własnej osobie. - uśmiechnęłam się i postanowiłam na chwilę przerwać swoje wygibasy. Pociągnęłam za sobą Dave'a i zeszłam z parkietu.
-Co ty tutaj robisz? 17 lat i już się szwędasz po klubach? - zaśmiał się.
-Jasne, przychodzę tu tylko po to, żeby się napić i ‘przelizać’ się z każdym chłopakiem. - odpowiedziałam sarkastycznie.
-Tak myślałem!
-To się myliłeś, bo ja nie piję. - musiałam prawie krzyczeć, ponieważ muzyka tłumiła mój głos.
-Masz może ochotę się przejść? - zaproponował mi ciemnoskóry, na co tylko kiwnęłam głową i ruszyliśmy w stronę drzwi. Nie jestem pewna, ale chyba kiedy obróciłam się po raz ostatni ujrzałam resztę towarzystwa, Louis'a... Patrzącego się perfidnie w naszą stronę. Od razu napadły mnie złe myśli. Pewnie znowu będzie się o wszystko czepiał.
 Po piętnastu minutach szliśmy ciemną ulicą. Już na samym początku wyczułam od Dave'a alkohol, ale wtedy ten zapach zanikał gdzieś wśród tych wszystkich ludzi. W pewnym momencie zauważyłam, jak jego ręka wędruje na moje ramiona. Wzdrygnęłam się i zrobiłam mały krok w lewo. Co on sobie wyobraża? - pomyślałam i kiedy próbowałam kolejny raz przesunąć nogę ciemnoskóry złapał mnie mocno za rękę i skręcił w ślepą uliczkę. Co ty do cholery robisz?! - krzyknęłam do niego, lecz on nawet nie zareagował.


~~~



Wiem, znowu zawaliłam. ;/
Brak weny robi swoje, 2 komentarze pod rozdziałem tak troche też (bo 2 to powiadomienia). No ja wiem, że nikomu sie nie chce, czy coś ale to na prawdę motywuje :)
Także proszę, kto czyta, niech skomentuje lub cokolwiek.
Do zobaczenia!







środa, 22 maja 2013

Rozdział 9.




*Oczami Sue*


If I die young bury me in satin
Lay me down on a bed of roses
Sink me in the river at dawn
Send me away with the words of a love song


‘ –To moja wina. – powtarzał w kółko Zayn. – Nigdy tego sobie nie wybaczę. – powiedział odchodząc od zbiorowiska i dołączył do mnie siadając na ławce, kiedy to wysoki, ubrany na czarno mężczyzna wspominał naszego przyjaciela symbolicznie posypując ziemią trumnę ‘spadającą’ w ogromny, ciemny dół. – Nie chcę żyć bez niego. – skończył i rozpłakał się na moim ramieniu. Chyba nie tylko ja nie mogłam się na to wszystko patrzeć.  Wciąż nie rozumiałam, czemu to spotkało akurat Niall’a? Nie znałam osoby, która by lepiej od niego czerpała z życia wszystko to, co najlepsze. Siedemnaście lat. Przecież to tak mało...
-Zayn. - wydusiłam z siebie. – To wszystko jest tak cholernie...
-Popieprzone? – przerwał mi mulat.
-Zdecydowanie tak.
-Chociaż wiesz, teraz przynajmniej nie tylko ty jesteś sama. – zastanowił się chwilę, po czym kontynuował – Niall odszedł, Louis znalazł sobie jakąś inną dziewczynę. – opierając swoją głowę na Maliku kolejny raz łzy wypłynęły z moich oczu. -  A my zostaliśmy sami.  Czy nie uważasz, że takie życie jest bez sensu? 
-Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Wszystko byłoby inne. 
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi go brakuje.
-Mi ich obydwu. - westchnęłam
-Nie rozumiem, po prostu tego nie rozumiem.
-Ty przynajmniej nie mogłeś nic na to poradzić. 
-Nie mogłem? Przecież to zaczęło się tamtej nocy, kiedy się pokłóciliśmy... do teraz nie mam pojęcia czego ja wtedy nie wiedziałem. To było oczywiste, że ja go kurwa kocham. Kocham go do teraz i zawsze tak będzie. Może gdyby nie to, wszystko potoczyło by się zupełnie inaczej. Nie poszedłby wtedy do tego klubu. Siedzielibyśmy sobie pewnie jak zwykle w domu i oglądali jakieś głupie filmy, które i tak już dawno nam się znudziły. Ale by był, po prostu by był. To by mi wystarczyło. – zakończył Zayn
-Przestań się obwiniać. Tak czy inaczej kiedyś objawy choroby musiałyby się pojawić.
-Trzeba być naprawdę głupim, żeby tego nie zauważyć, jak mogłem...
-ZAYN! – krzyknęłam. 
-Co?
-Proszę, weź mnie stąd. Louis... oni znowu...
-Widzę, nawet tutaj muszą to robić. Chyba naprawdę nie mają gdzie się całować. Chodźmy stąd. – powiedział i machnął ręką w moją stronę na znak tego, żebym poszła za nim.

~~~


Nagle poczułam znany mi głos i przyjemny dotyk na mojej skórze.
-Sue, wszystko w porządku?! Sue? To tylko zły sen. Nie płacz już.
-Zayn? – spytałam niepewnie.
-Nie... Louis, wiem że się cieszysz, zrobiłem Ci śniadanie! – mówił podekscytowany, ale chyba gdy zobaczył moją minę jego entuzjazm znacznie zmalał. – Widzę, że nie masz humoru. Opowiedz mi w takim razie o tym śnie. Oczywiście jeśli chcesz.
-Pamiętam, że byłam ubrana w czarną, zakrywającą kolana sukienkę. Dookoła mnie były drzewa , jakieś tabliczki, kamienne płyty, na których leżały znicze? Przede mną stali ludzie. Większość płakała. Chyba nie chciałam tego wszystkiego oglądać i rozmawiałam właśnie z Zayn’em. Wiesz o czym? O tym, jak bardzo brakuje nam Niall’a. To był pogrzeb Louis, rozumiesz ?! Przyśnił mi się pogrzeb – wykrzyczałam.
-Pogrzeb? – zdziwił się, na co tylko przytaknęłam głową. Dobrze wiedziałam, że w moim śnie wspominaliśmy też o Louis’ie. O jego dziewczynie. Nie chciałam mu tego mówić. Nie wiem czemu, ale na samą myśl o tym, rozpłakałam się ponownie i wtuliłam się w bruneta. Nagle w drzwiach pojawił się Harry.
-Nie chciałbym przeszkadzać, ale chyba mamy mały problem.
-Oj Hazz, znowu zalałeś całą łazienkę, bo zapomniałeś zamknąć kabiny? – dopytywał się Lou.
-Gorzej... Czy ktoś z was wie może gdzie jest Emma? – kiedy to usłyszałam od razu złapałam się za głowę.
-Sam do teraz próbuję sobie uświadomić, jak mogliśmy o niej zapomnieć. – denerwował się loczek.
-Spokojnie, zaraz wszystko ogarniemy. Wczoraj byliśmy na czekoladzie, a wcześniej tylko w szpitalu. Czyli albo została u Niall’a, albo poszła do domu. – chciałam sobie wszystko po kolei przypomnieć.
-Jedziemy tam. – oznajmił Styles. – Do szpitala.

***

Kiedy tylko dojechaliśmy, Harry wybiegł z samochodu jak jakiś nienormalny. Widać było, że przez cały ten czas był bardzo spięty. Razem z Louis’em doszliśmy spokojnie do sali. Jak się okazało, na korytarzu stali już wszyscy z wyjątkiem Dave’a.
-Dzięki, że się mnie spytaliście wczoraj, czy idę z wami. Naprawdę, nie trzeba było. – Emma zaczęła ironicznie.
-Przepraszam. – powiedział loczek i podbiegł do niej przytulając się.
-Harry? O co chodzi? – szepnęła blondynka, na co Styles jakby spoważniał i odsunął się od mojej przyjaciółki.
-Następnym razem będziemy bardziej uważni i nie zapomnimy o tobie, obiecuję. – nie powiem, te słowa wychodzące z ust Harry’ego brzmiały dość zabawnie. Bo w końcu jak można zapomnieć o człowieku? Rozumiem, nie pamiętać, żeby coś zrobić, albo wziąć z do mu, czy cokolwiek innego. Ale żeby zapomnieć o Emm? Takie rzeczy tylko u nas.
-Ci nastolatkowie... - westchnął dr. Evans, a swoją drogą, to nie wiem nawet, jak długo tutaj stoi. – No ale koniec zabaw, mam dla was wiadomość. Wejdźcie do sali.


*Oczami Zayn’a*

-Cześć Niall. – wszyscy chórkiem się z nim przywitaliśmy.
-Widzę, że humory wam dopisują. – odpowiedział. –Ale...ale to dobrze.
-Jak się dzisiaj czujesz, lepiej? – próbował się czegoś dowiedzieć lekarz.
-Z nimi? Oczywiście, że tak. Przecież od tego są przyjaciele, prawda? Żeby być przy tobie w trudnych chwilach.
-Cieszę się, że masz wsparcie. Teraz będzie ono tobie jeszcze bardziej potrzebne. Są już wyniki. – widziałem, jak twarze moich przyjaciół stanowczo zbladły. – Więc... – zatrzymał się na chwilę. -  Nasze przypuszczenia się potwierdziły. Chorujesz na opryszczkowe zapalenia mózgu. Na tą chwilę nic więcej nie wiadomo. Nie wiemy w jakim stopniu choroba rozwinęła się w twoim organizmie. Najgorsze objawy mogą pojawić się w każdej chwili.
-Czyli? – spytałem.
-Śpiączka. – odpowiedział dr. Evans i wyszedł.
-Kurwa. – szepnąłem i wybiegłem. Kolejny raz. Znowu to robię. Nie potrafię tam stać i bezczynnie się patrzeć. Wyszedłem do parku przed szpitalem, wyjąłem z kieszeni paczkę fajek i zapaliłem jedną. To też jest już u mnie zwyczaj. Palenie. Podobno zabija. Kiedyś ta informacja mi się przyda. Może skorzystam. Może to właśnie powinienem zrobić. Zniszczyłem już życie Niall’owi. A co ze mną?

~ ~ ~

  Po wykończeniu 8 papierosa kompletnie wybiłem sobie te wszystkie pomysły z głowy... No może do czasu, kiedy będę wiedział już, że Horan nigdy się do mnie nie odezwie. Postanowiłem spróbować jeszcze raz, dać sobie jeszcze jedną, ostatnią szansę... – Malik, siedzisz już tu bite dwie godziny, rusz dupę i idź do niego. – próbowałem się zmotywować.
  W końcu zebrałem się na tyle, żeby do niego pójść. Nie wiedziałem, jak zareaguje. Mogłem tylko przypuszczać, że będzie tak jak ostatnio. Czyli praktycznie nic się nie zmieni. Jednak mimo wszystko chcę spróbować. Wstałem z ławki i powędrowałem w stronę drzwi wejściowych.


You used to call me everyday.
The words mean nothing,
without someone to say.

~~~

When you're far away,
I miss you.
But I know you're here with me.
When you're far away ,
I need you.



-Mogę wejść?
-Po co się pytasz. – odezwał się zmartwiony Liam.
-Nie wiem... – odpowiedziałem lekko zmieszany.
-Chodź tu. – usłyszałem stanowczy głos Niall’a, po czym posłusznie zbliżyłem się w jego stronę. Nie chciałem dłużej czekać. Właśnie w tym momencie złożyłem na jego ustach najczulszy pocałunek, jaki tylko potrafiłem. Moje ciało ogarnęło przyjemne ciepło. Poczułem się tak jak kiedyś. Byłem tak strasznie szczęśliwy, że blondyn odwzajemnił moje uczucia. Miałem ochotę zostać już tak na zawsze, jednak po krótkiej chwili znowu wróciłem do rzeczywistości.
-Malik? – powiedział chyba trochę zdezorientowany Niall. – O co Ci chodzi? Malik? Mówię do Ciebie.
-Słyszę przecież. – szepnąłem.
-Czy możesz mi w końcu wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi? – zauważyłem, jak kąciki jego ust unoszą się lekko ku górze.
-Nadal nie wiesz?  Ile mam jeszcze razy tobie powtarzać? Czy to jest takie trudne do zrozumienia? Kocham cię Niall. Kocham cię najmocniej na świecie. – kiedy to mówiłem z moich oczu zaczęły wypływać łzy.
-Ja tez głupku. Ja przez ten cały czas... tęskniłem. Przepraszam za to, jak zareagowałem wcześniej. – odpowiedział i pomimo tak wielu urządzeń przyczepionych do jego ciała podniósł się i usiadł na łóżku. Bez wahania wtuliłem się w jego tors. Zauważyłem jednak, że coś jest nie tak. Blondyn zaczął lekko się ode mnie odsuwać. – Znowu palisz? – spytał się. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Z jednej strony nie chciałem go okłamywać, a z drugiej obiecałem mu, że przestanę to robić. Postanowiłem jednak być uczciwy.
-To był mój ostatni raz, przysięgam. Nigdy więcej. – mówiłem to z ręką na sercu zupełnie poważnie. Najwyraźniej musiało to wyglądać dość zabawnie, ponieważ większość moich przyjaciół zaśmiała się. W sumie, to może i rzeczywiście to, co powiedziałem było komiczne. Ja bez papierosów to tak jak ślepy bez okularów. Ale postaram się. Dla Niall’a.
-Trzymam cię za słowo. – odpowiedział i pomachał mi palcami przed twarzą na znak ostrożności.
-Będę pamiętał. – potwierdziłem i ponownie wtuliłem się w jego ciało.

*Oczami Sue*


Żałuję, że nie mogłam zostać dłużej u Horan’a przez moją pracę, ponieważ chwilę temu dostałam sms’a od szefa:

„Mecz przełożony, bądź dzisiaj o 15. Koniecznie.”

Całe szczęście, że przynajmniej nie musze iść tam sama. W międzyczasie zadzwoniłam do Dave’a. Zgodził się od razu na wspólne pójście. Razem zawsze raźniej. Gorzej z Louis’em. Znając życie, będzie znowu zły, jak się dowie z kim wyszłam. Chociaż tak naprawdę nic mu do tego...

***

Godzina 16:02 ...

-Sue! Przyjedź tu. Przyjedź jak najszybciej. – mówił do mnie przez telefon Zayn.
-Jestem na meczu. Nie słyszę ciebie. Powtórz. – odpowiedziałam.
-Kuźwa, z Niall’em jest źle. Nie daje już rady. Przyjedź. – usłyszałam, po czym się rozłączył. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że płakał. Chociaż w sumie płakał to za mało powiedziane. Było dużo gorzej...

  Jak najszybciej spakowałam aparat do torby, opuściłam halę i po prostu wyszłam. Wsiadłam do samochodu. Włączyłam silnik i ruszyłam w stronę szpitala. Znowu mam to cholerne deja vu. Przecież to już kiedyś się wydarzyło...
  Zaraz po zaparkowaniu swojego auta pognałam do sali Horan’a. W środku było pełno ludzi, lekarzy. Na korytarzu zauważyłam już mulata. Chciałam się dowiedzieć, co tak naprawdę się stało.
-Zayn? – podeszłam do niego powoli.
-On zapadł w śpiączkę, Sue. Czy ty rozumiesz ? W ś-p-i-ą-c-z-k-e. – przeliterował i wyszedł.

.............................................................................

Piszcie, jeśli zobaczycie jakieś błędy. Chciałam dodać dzisiaj, bo jutro jadę na kilkudniową wycieczkę i bym już nie zdążyła sprawdzić ;/
Ogólnie to znowu musieliście czekać tak strasznie długo, przepraszam, przeprasza, przepraszam!
Od teraz postaram się dodawać rozdziały bardziej regularnie ;)
Przypominam tylko, że jeśli macie jakieś pytania do mnie, lub do bohaterów zadawajcie je tutaj ---> ask
Miłego tygodnia. x






niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 8.




*Oczami Niall’a*

 Wciąż nie czułem się dobrze. Chciało mi się wymiotować i kręciło mi się w głowie. Dr. Evans pół godziny temu powiedział, że niedługo powinienem już wiedzieć, czy coś mi dolega. Chciałem, by przyszedł jak najszybciej. Nie dam rady dłużej myśleć o Zaynie. Potrzebuję czegoś nowego, czegoś innego, czym będę mógł się zadręczać. Ku mojemu zdziwieniu w sali ciągle brakowało Sue i Harry’ego. Nie licząc oczywiście mulata. Liam rozmawia z Emm na nieznane mi tematy, a Louis siedzi koło ciemnoskórego mięśniaka i co chwilę mierzy go wzrokiem. Ciągle zastanawia mnie to, czemu tak właściwie on tu jest. Jak zwykle. Chyba tylko ja nic nie wiem.
-Dziękuje Dave.– odezwał się nagle Tomlinson.
-Co? Za co? – mówił jakby wyrwany z jakiegoś transu. – Aaa za to, że podwiozłem dziewczyny tak? – na co brunet tylko pokiwał głową. – Nie ma za co, czysta przyjemność. – widziałem jak Lou jeszcze bardziej poczerwieniał ze złości.
Usłyszałem czyjeś kroki, ktoś się zbliżał do sali. Nagle zza drzwi wyłoniła się łysa głowa Dr. Evans’a.

- Witaj Niall!- odezwał się po chwili.
- Dzień dobry- mruknąłem.
- Jak samopoczucie?- zapytał.
- Mogło być lepiej. Głowa mi pęka i jest mi nie dobrze- odpowiedziałem.- Ma pan dla mnie dobre wiadomości?
- Właściwie to nie.- przestraszyłem się. Lekarz widząc moją minę od razu dodał- Chodzi mi o to, że nie wiemy dokładnie co ci jest. Mamy przypuszczenia, ale to tylko gdybanie. Chcę zrobić ostatnie badanie, żeby potwierdzić moją tezę. 
- A jakie to?- spytałem z ciekawości.
- Trzeba będzie ci pobrać płyn mózgowo-rdzeniowy i go zbadać.- powiedział dr Evans.
- Co?!- ze zdenerwowania podniosłem się z łóżka, lecz nieumiejętnie. W końcu nie miałem czucia w nogach.- Ale to aż tak ze mną źle? - zaśmiałem się gorączkowo.
- Niall posłuchaj, podejrzewamy, że masz zapalenie mózgu. Wszystkie objawy pasują, ale bez tego badania nie możemy podjąć leczenia. - nic już nie powiedziałem, patrzyłem się tępo w ścianę. 
- Czy ja mogę umrzeć?- zapytałem drżącym głosem.
- Panie Horan niech pan nie będzie taki pesymistyczny, na każdą chorobę można umrzeć.- uśmiechnął się ciepło. 
- Rozumiem, ale jak mogłem zachorować na to?- dopytywałem.
- Wydaje nam się, że może to być wywołane wirusem opryszczki pospolitej, ale powiem panu, że zachorowalność to dwa przypadki na milion.
- Na prawdę?- załamałem się.
- Tak niestety, więc nie wiem jakim cudem pan to złapał, ale różne przypadki chodzą po ludziach. -rzekł.
- Czy po leczeniu mogę być niesprawny fizycznie jak teraz?- wskazałem na nogi, którymi nie mogłem ruszać.
- Jeżeli rzeczywiście okaże się, że to opryszczkowe zapalenie mózgu to tak. Większość przeżywających ma długotrwałe upośledzenie motoryczne i fizyczne.- lekarz usiadł przy mnie na łóżku i pocieszył gestem.
- W takim razie po co mam żyć?- spojrzałem na niego ze łzami w oczach.
- Proszę cię nie mów tak. Większość ma problemy, ale po rehabilitacji one zanikają i żyją tak jak przed chorobą. Najważniejsze mieć wsparcie ze strony rodziny jak i przyjaciół.- przytaknąłem.- Na razie muszę iść. Po południu zrobimy ci badanie.

Kiedy było już po wszystkim do sali weszła jakby nigdy nic Sue z Zayn’em i Harry’m. Co jak co, ale tego pierwszego w tej chwili tym bardziej nie chciałem widzieć. Co on sobie w ogóle myśli? Że ja będę czekał na to, kiedy on da mi w końcu odpowiedź, czy mnie kocha? To jakaś łaska jest? Nie będę go do niczego zmuszał, woli dziewczyny... to dobrze. Będzie miał jednego geja mniej z głowy. Ale niech mi przynajmniej o sobie ciągle nie przypomina.  Mam go po dziurki w nosie.
-Niall? – spytał ze zdziwieniem Malik – Ty płaczesz? Bo wiesz... – złapał się za głowę jakby nie widział co ma powiedzieć.
-Nie chcę mi się z tobą rozmawiać, więc możesz się zamknąć albo po prostu wyjść. – oznajmiłem.
-Przestań – nakazała Sue. -  Daj mu chociaż pięć minut.
-Obawiam się, że to nie jest dobry moment na jakiekolwiek wyznania. Pan Horan właśnie dowiedział się o podejrzeniu choroby. Potrzebuje spokoju i odpoczynku. Jak skończycie rozmawiać to wyjdźcie na chwilkę za drzwi, muszę wam coś powiedzieć. Ale przypominam, macie pięć minut. – Dr. Evans pokiwał jeszcze palcem na znak ostrożności i wyszedł.
-Mów. – wyszeptałem do Zayn’a
-No bo...no tego.. Ja chciałem.. 
-Jezu, Malik ile jeszcze mamy czekać?! – pospieszała go Sue.
-Dobrze, już dobrze... Nie krzyczcie! Ja po prostu przyszedłem przeprosić. Wiem, znowu zawaliłem, ale taki już jestem. Znasz mnie. Zawsze coś spieprzę. Ta dziewczyna nic nie znaczy. Mogę ją nazwać dziwką? Myślę, że tak. Tak strasznie przepraszam... Kocham cię. – wyszeptał. 
-Jasne, może mi jeszcze powiesz, że nic nie znaczy dla ciebie to, że ja już tak dłużej nie chcę. – powiedziałem cicho z nadzieją, że nikt nie usłyszy.
-Widzisz Sue? Mówiłem, że to nic nie da! – wykrzyknął Mulat i wyszedł za drzwi, na co rozpłakałem się jeszcze bardziej. Nie wiedziałem już co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony kocham go i chyba nie wytrzymam tutaj dłużej bez niego, a z drugiej skąd ja mam wiedzieć czy ta dziewczyna nie jest kimś więcej? Czy on nie mówi tego tylko dlatego, że tu leżę? Może przesadzam i powinienem to przyjąć normalnie? Może... Teraz już nawet wątpię w to, że Zayn jeszcze będzie próbował się pogodzić.


*Oczami Sue*

-Tak więc uważamy, że wykryliśmy u Niall'a opryszczkowe zapalenie mózgu.
- Co?!- prawie krzyknęłam.
- Spokojnie. Boże, widzę, że muszę dzisiaj wszystkich uspokajać. Na razie to nie jest pewne. Trzeba zrobić ostatnie badanie.
-Da się to wyleczyć? – spytałam.
-Jak prawie każdą chorobą. Oczywiście będzie to trudne i czasochłonne. Niall będzie potrzebować waszego wsparcia. Najważniejsze, żeby nie denerwował się.- na słowa doktora, od razu pomyślałam o Zaynie.
- Kiedy będzie wiadomo, co mu jest tak na prawdę?
- Jutro, może pojutrze.- lekarz odszedł, ale odwrócił się i dodał - Niall nie może trafić w śpiączkę, wtedy może być już na prawdę źle.

W tym momencie poczułam ogromne ukłucie w sercu. Moje ciało powoli zsuwało się po śliskich, białych ścianach szpitala. Nogi mi się ugięły, a rękoma złapałam twarz.
-No i zapomniałbym! Kolejna wizyta dopiero jutro. – dopowiedział Evans, po czym odszedł.
-Jasne, może już w ogóle nie będziemy mogli się z nim spotkać. – powiedziałam sarkastycznie.
-Jest dwudziesta. Chodźmy spać, a z samego rana już tu będziemy. – Dave próbował rozluźnić atmosferę.
-Nigdzie nie idę, ewentualnie możemy napić się gdzieś herbaty.
-Jak wolisz. – odpowiedział czarnoskóry.
-Emma, Harry, Zayn, Liam... Louis, idziecie? – spytałam.
-Taa.. – skrzywił się Tomlinson.
-Wiecie co? Ja może tutaj zostanę. Zayn? Ty chyba też powinieneś. – ogarnął się Liam, a Malik posłusznie usiadł na krześle przed salą.
-Jutro przyjdziemy. – stwierdziłam, po czym udało mi się jeszcze wymusić uśmiech w stronę Mulata.

***

-Jak się czujesz? – spytał mnie Dave kiedy już siedzieliśmy w Starbucks’ie, postawiliśmy jednak na coś słodkiego. Każdy zamówił sobie gorącą czekoladę.
-Ehh... Jak się czuję? Źle, beznadziejnie, okropnie, wszystko mi się miesza..
-Jesteś wykończona. – dokończył Harry.
-Tak, można tak powiedzieć. – zauważyłam, że Ebanks szuka czegoś po swoich kieszeniach.
-Kurde, zapomniałem telefonu! Sue, masz może?
-Ja nie, ale Louis pewnie tak. – odpowiedziałam, na co brunet niechętnie wyjął urządzenie ze swojego plecaka. Nawet nie mam pojęcia po co on go nosi i co w nim ma.
-Proszę. – wyrzucił z siebie Tommo i podał komórkę  Dave’owi, który odszedł kilka kroków dalej. Z oddali słyszałam tylko ‘Co? Ale jak to? Tak szybko? Nie dam rady? Pojutrze.’
-Do kogo dzwoniłeś? – dopytywałam się.
-Do trenera, powiedziałem mu że nie będzie mnie na następnym meczu. Nie moja wina, że go przełożyli na jutro. A tak poza tym to się trochę na mnie wydarł. Chociaż nie wiem po co miałbym tam iść, skoro prawie w ogóle nie gram, jak już to wchodzę na boisko tylko jak wygrywamy dużą ilością punktów, a w tym meczu raczej się nie uda. – powiedział lekko śmiejąc się przy swojej końcówce wypowiedzi.
-No tak, gramy z Chicago Bulls, rozmiotą nas. – dołączył się Louis. – A ty ruda w takim razie nie musisz iść do pracy?
-Tomlinson! Nienawidzę, jak ktoś tak do mnie mówi, jeszcze raz i pożałujesz! 
-Przeproś. – nakazał Harry.
-Dobrze już dobrze, sory Suuuuuue. – specjalnie przeciągnął i na przeprosiny lekko pocałował mnie w czubek głowy. – Przepraszam za wszystko. – wyszeptał tak, abym tylko ja usłyszała. Na znak zgody wtuliłam się w jego lewe ramię.
-Widzę, że wszystko wraca powoli do normy! – ucieszył się loczek, a ja mimowlnie uśmeichnęłam się.
-Skoro jutro i tak znowu mamy się razem spotkać u Niall’a, to..
-Widzę, że bardzo się cieszysz. – powiedziałam z nutką ironii.
-Daj mi dokończyć. Może pójdziemy wszyscy przenocować do mnie? – nie powiem, zdziwiłam się taką propozycją z jego strony, ale skoro już zaprosił to chyba zdaje sobie sprawę z tego, że jest z nami Dave, a ja go nie zostawię.
-Idziesz  koszykarzu? – spytał się Lou.
-Dołączę jutro i tak muszę jakoś porozmawiać z trenerem, bo w końcu może kiedyś wpuści mnie jeszcze na to boisko. – uśmiechnął się wysoki.
-To my lecimy, jak będziesz chciał, to jutro o 10 u Niall’a. – powiedział Tomlinson, pożegnaliśmy się jeszcze z Dave’m i ruszyliśmy.

***

 Jakieś pół nocy przez nasz nienajlepszy humor oglądaliśmy przeróżne filmy. W pamięci pozostał mi ‘Titanic’, nawet pod koniec razem z Harry’m popłakałam się. Dobrze, że koło nas był Lou, tak on to potrafi przytulać. Kiedy już obydwoje zasypialiśmy, loczek poszedł po dmuchany materac i dwie kołdry. Mogę się założyć, że celowo wziął taką ilość... Widać, że często tutaj bywa, ponieważ bez pytania znalazł wszystko. Myślał chyba, że będzie miał całą dla siebie? Oj to się grubo mylił. Jedną biorę ja, a z drugą mogą sobie robić co chcą.
 Pompowanie materaca przebiegało dość zabawnie, Styles siedział na kolanach i męczył się ciągłym naciskaniem na pompkę, a ten drugi stał obok niego z jedną nogą na plecach Harry’ego. Ja ‘dyrygowałam’ tym wszystkim. Zaraz po skończeniu Louis  przyniósł mi swoją koszulkę i dresy, przebrałam się, po czym rzuciłam się na moje tymczasowe łóżko. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i zasnęłam.


.......................................


Hej, mam dzisiaj kilka ważnych spraw :)
Po pierwsze to chciałabym bardzo podziękować za zrobienie szablonu, mi bardzo się podoba, piszecie w komentarzach co Wy o nim sądzicie ;> A w wolnej chwili zapraszam do pooglądania, albo zamówienia szablonu na szablony1kierunkowe.blogspot.com 
Po drugie to jak widzicie dodałam nowe zakładki, od teraz możecie zadawać pytania mi i bohaterom bloga! ;)   ---> ask
Po trzecie jest też zakładka 'Informowani.' , pewnie wiecie o co chodzi, więc jak ktoś chce być powiadamiany o nowym rozdziale, niech napisze to w komentarzu :)
+Dziękuję za 2000 wyświetleń, jesteście wielcy! <3

Eliza: W sumie chciałam tylko powiedzieć, że znowu pisałam o chorobie Niall'a. Możecie się przyzwyczaić, że będę pisać o niej i o Ziall'u. Tym razem Ziall'a pisała Zuzia, bo nudziło jej się na biwaku. Mam tylko nadzieję, że wszystko ogarniacie. Te choroby itd. PS Zuzia nic nie wie <3









niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 7.



* Oczami Niall'a *

-Gdzie ja jestem?- szepnąłem. Gdy nie doczekałem się odpowiedzi, uchyliłem powieki. Poczułem słońce na twarzy i mimowolnie zakryłem rękoma oczy. Kiedy przyzwyczaiłem się do światła, rozejrzałem się po pomieszczeniu. Wtedy zrozumiałem, gdzie się znajduję. W szpitalu. Skąd to wiem? Łóżko takie jak to może być tylko tym miejscu. Tylko jedna rzecz mnie zastanawia, mianowicie jak ja się tu znalazłem. Pamiętam tylko, że po kłótni z Zaynem wybrałem się do pubu i chyba się nieźle upiłem, bo reszty nie pamiętam. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Resztką siły wydukałem ciche- proszę. W tym samym momencie do pomieszczenia weszło sześć osób. Na wszystkich po kolei spojrzałem. Między nimi nie było Zayn'a. Za to obok Sue stał jakiś umięśniony ciemnoskóry mężczyzna. Spojrzałem pytającym wzrokiem, lecz chyba nikt tego nie zauważył. Odwróciłem się do Louis'a chyba był zły i to na tego mięśniaka, bo miał minę jakby chciał go zabić.
- Jak się czujesz?- ciszę przerwał Harry.
-Szczerze to źle. Niedobrze mi i boli mnie głowa.- najwidoczniej Sue chciała coś powiedzieć, ale w tym momencie do sali wszedł lekarz.
-A co tu was tak dużo?- spytał zdenerwowany.- chcecie, żeby Niall gorzej się poczuł? Każdy z osobna ma tu wchodzić, zrozumiano? Nie dane mi było usłyszenie do końca, kazania lekarza, bo w pewnym momencie poczułem jak oczy zaczynają mi ciekać, do tego doszło dygotanie rąk. Kiedy chciałem o tym poinformować lekarza, dostałem drgawek. Ostatnie co zakodowałem, zanim straciłem świadomość to pisk dziewczyn.

***

-Panie Horan, słyszy mnie pan? - na słowa doktora powoli otworzyłem oczy. Znów zaślepiło mnie słońce. Czy teraz nie powinno być wieczora? - przemknęło mi przez myśl.
- Co się stało?- lekarz odetchnął i powiedział:
- Miałeś atak.
- Czyli?- przestraszyłem się.
- Atak epilepsji inaczej padaczki.
- Ale ale dlaczego?
-Tego nie wiadomo.
- Czy ja umieram?- spytałem, czując jak łzy mi lecą wzdłuż policzka.
- Nie, nawet tak nie myśl. Najpierw musimy wiedzieć, co ci jest. Nie martw się na zapas. Tak w ogóle jak się czujesz?
- Oprócz tego, że jest mi ciągle niedobrze, bolą mnie mięśnie, jakbym przebiegł maraton i chcę mi się spać, to świetnie.
- Musimy ci zrobić więcej badań. A na ten moment chcesz, żeby weszli twoi przyjaciele? Wiesz, martwią się. - pokiwałem głową, na znak zgody.
Tym razem przyszły trzy osoby: Sue, Louis i Liam.
- Jak się czujesz?- zapytali niemal jednocześnie, na co się uśmiechnąłem.
- Dobrze.
- Nie kłam- odezwał się Li.
- No dobra, nie najlepiej. To aż tak widać?
- Jesteś blady jak ściana i masz chyba gorączkę.- rzekł Lou i dotknął mojego czoła.
- Trudno- westchnąłem.- wiecie może, gdzie jest Zayn?
- Dzwoniłam do niego, ale on nie odbiera. Palant jeden.
Posiedzieli u mnie bitą godzinę. Kiedy myślałem, że jest już dobrze moje ciało zalewała fala potu, teraz też tak jest tylko gorzej.
- Chyba będę wymiotować- powiedziałem.
Liam zerwał się z krzesła i podał mi miskę. Po chwili naczynie wypełniało moje śniadanie. Na dźwięk mojego cierpienia, przybiegła pielęgniarka. Po około 10 minutach, mój żołądek uspokoił się.
- Wstań, pójdziemy do łazienki- rzekła siostra.
Tak jak mi kazano zszedłem z łóżka. Gdy już stałem na podłodze, poczułem jak się chwieje. Chwilę potem leżałem jak długi na ziemi, nie mogąc się podnieść.

* Oczami Harry'ego  *

- Kurwa Malik otwórz te cholerne drzwi. Wiem, że tam jesteś. - dobijałem się do domu przyjaciela. W tym samym momencie usłyszałem szuranie kapciami i szczęk otwieranego zamka.
- Harry? - zdziwił się.
- Gdzie masz telefon?- zapytałem wściekły i wszedłem bez zaproszenia do jego przedpokoju.
- W kurtce, a co, coś się stało? - Już chciałem mu powiedzieć, kiedy przed nami stanęła jakaś lala w samej bieliźnie.
- Kochanie coś się stało?- spytała piskliwym głosem.
- Nie nic nic, wracaj do łóżka.
- Japierdziele Malik. Nasz przyjaciel jest w szpitalu, a ty pieprzysz jakąś laskę?
- Co?- najwidoczniej przestraszył się, bo od razu zbladł na twarzy.
- Wiedziałbyś dwa dni wcześniej, gdybyś odebrał.
- Kto?
- Niall.- jestem niemal pewny, że zobaczyłem w jego oczach łzy.
- No to co tak stoisz? Jedziemy.

* Oczami Niall'a *

Kiedy to upadłem na podłogę, zbiegło się kilka napakowanych typków i położyli mnie do łóżka, za co jestem im bardzo wdzięczny. Potem przyszedł doktor Evans i pukał mnie młoteczkiem. Wydaje mi się, że jest ze mną coraz gorzej. Nie mam w ogóle czucia w nogach, a rękoma mogę wykonywać podstawowe ruchy, takie jak podniesienie ich do góry. Lekarz nazwał to niedowładem połowiczym i niezbornością. Nie miałem nawet siły, żeby pytać się o co w tym chodzi. Gdy tak leżałem, rozmyślałem nad moim żywotem i co teraz ze mną będzie. Moje przemyślenia przerwał huk otwieranych drzwi. W progu stał zdyszany Mulat.
- Zayn?- próbowałem się podnieść, lecz nie dałem rady. On podbiegł do mnie i mocno się wtulił.
- Przepraszam- rzekł cicho.
Po krótkiej chwili do pokoju weszło kilka osób, w tym Harry.
- Ciesz się Niall, że udało mi się go wyciągnąć z domu.
- Dlaczego?- zapytałem zmieszany.
- W łóżku miał taką laskę, że nawet ja mógłbym tam zostać na pewien czas.- zaśmiał się Hazza, zupełnie nieświadomy, jak bardzo mnie to zraniło.
- Co?- łzy znowu się ze mnie lały. Już nawet tego nie kontrolowałem.
- Nie to nie tak.
- A jak? A zresztą nie chcę tego słuchać. Wynoś się.
- Ale....
-Nie słyszałeś? Wynoś się.- Malik wykonał moje polecenie, a ja zaniosłem się płaczem.

*Oczami Sue*

 Zaraz za Zayn’em wybiegł też Harry. Cała reszta, łącznie ze mną stała wokół łóżka Niall’a czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia. Nikt się nie odzywał. Wszyscy pusto patrzyli się w stronę blondyna. Nawet Dave wyglądał na przejętego. Nie mogłam już tego dłużej wytrzymać. Podbiegłam do bezbronnego Horana i mocno przytuliłam do siebie. Chyba tylko ja domyślałam się o co w tym wszystkim chodzi. Przez głowę przeszło mi wspomnienie w kawiarni, kiedy spotkałam ich razem. Byli tacy szczęśliwi i beztroscy... Teraz dla mnie było już oczywiste, że pomiędzy nimi jest coś więcej niż przyjaźń. Kiedy Niall wypłakiwał mi się na ramieniu szepnęłam do niego – On cie kocha, nie martw się, on wróci. – Na te słowa poczułam, że moja bluza staje się coraz bardziej mokra, ale w tej chwili zupełnie mnie to nie obchodziło. Jedyne, co chciałam to być przy moim przyjacielu.

Po 10 minutach:

-Możesz mi powiedzieć, o co w końcu chodzi z tym całym Dave’m? – awanturował się Lou.
-Naprawdę? Kazałeś mi wyjść z sali, gdzie leży wręcz zdesperowany Niall, żeby spytać się mnie o takie gówno?
-Że co proszę?
-No chyba, że to jest dla ciebie ważniejsze niż to, żeby być przy Horanie w takich chwilach, co?
-Nie żartuj sobie Sue. – prychnął. – Dobrze wiesz, że zachowywałabyś się tak samo w mojej sytuacji.
-Jasne, pan wszechwiedzący się odezwał.
-Przestań. Dowiem się łaskawie w końcu kto to jest i skąd się tu wziął? Nie wygląda mi na odpowiednią osobę.
-A co ty możesz o nim wiedzieć? Pomógł mi, bez względu na to, jak bardzo będzie miał przez to przechlapane. Z resztą, nie musze się tobie ze wszystkiego tłumaczyć. – wykrzyczałam i po krótkiej chwili wybiegłam ze szpitala...
-Harry? Gdzie jesteście? – spytałam się loczka przez telefon. – Dobra, to czekam w parku przy fontannie.

***

-Sue, czemu tutaj jesteś? – dopytywał się Hazza, który co chwile wymieniał spojrzenia z Zayn’em, jakby miał do niego o coś pretensje.
-Nie pytaj... – odpowiedziałam, poczym widząc, że mulat trzyma w ręku paczkę fajek podeszłam do niego prosząc o jedną. Malik szybko podał mi swojego papierosa, którego zdążył mi już zapalić.
-Nie no kurwa nie dość, że zachowałeś się jak bezczelny dupek w stosunku do Niall’a, to jeszcze pozwalasz jej na takie rzeczy. Nie wiem, czy wiesz, ale Sue ma 17 lat. O ile Louis dobrze mi powiedział. – wyjął mi moją zdobycz z ust, rzucił na trawę, zdeptał i wyrzucił do kosza. – No co? Myślicie, że zostawiłbym to tu, żeby park się spalił? – zapytał zdziwiony. Pomimo naszych złych humorów nawet zaśmialiśmy się z Harry’ego.
-A co do Louis’a, to chyba sobie za dużo wyobraża. – powiedziałam zmieniając temat.
-Niech zgadnę, chodzi o Dave’a? Dzisiaj cos mi mówił, że mu nie pasuje. W ogóle jakiś taki był nie w humorze.
-Jasne, Louis bez żartów to nie Louis. - Na twarzy Zayn’a po raz pierwszy pokazał się usmiech.
-Wyolbrzymia...- dodałam.
-Niall też.-szepnął mulat chyba z nadzieją, że nie usłyszymy.
-Wiedziałam, że go kochasz!
-Rozumiem, że ten idiota wszystkim powiedział?
-Wiadomo, w telewizji już o tym mówią. – powiedziałam sarkastycznie. – Naprawdę wydaje ci się, że tak trudno się domyślić? Już na samym początku na to wpadłam.
-To jednak może nie jest taki głupi...
-Ty jesteś głupi. Nie ważne o co się pokłóciliście, ale masz to naprawić. Lepiej powiedz Harry’emu o co chodzi.
-Dzisiaj się już dowiedziałem. – odezwał się dumnie Styles na co mulat tylko przewrócił oczami.
-Co ja mam niby zrobić? On mnie zapewne teraz nienawidzi. Nie ma najmniejszych szans na pogodzenie się...
-Wracamy do szpitala. – zarządził loczek.
-Ohoho, nie ma opcji. Nie idę.
-Przestań Zayn, ja dam rade przebywać w jednym pomieszczaniu z Louis’em, to ty dasz rade z Niall’em.
-Jak z dziećmi... – podszedł do nas Harry, objął ramionami i pociągnął w stronę budynku, gdzie przebywał nasz przyjaciel.

................................................................

No i jest rozdział 7!
Gdyby nie Eliza to pewnie dodałabym go później haha ;)
Tak,tak znowu nie ja pisałam Zialla tylko dalszą część rozdziału.
Wtorek, środa, czwartek mam wolne, więc może uda mi się coś dodać, bo później wyjeżdżam c;
Jak nie macie co czytać,to możecie poszukać jakiś fajnych blogów tutaj
---> spis1d.blogspot.com
Przypominam, że mogę Was powiadamiać na tt o nowych rozdziałach (Zuzia_W1D) ! :)
Czekam na opinię o tym rozdziale, do zobaczenia!



sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 6.



*Oczami Sue*

 Godzina 3:17 :

 Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na godzinę. Nie wiedziałam, kto mógłby się o tej porze do mnie ‘dobijać’. Zobaczyłam na moim wyświetlaczu nieznany mi numer. Odebrałam.
-Dzień dobry, mam nadzieję, że pani nie obudziłam. Dzwonię z informacją na temat Niall’a Horan’a. Dzisiaj w nocy znalazł się u nas w szpitalu. Podał mi ten numer, powiedział, że nie ma już nikogo innego bliskiego. Ale to jest teraz nieistotne. Znaleziono go przed klubem. Osoby, które poinformowały nas o jego złym stanie opowiedziały nam, że chłopak wypił kilka piw, a potem wyszedł przed lokal i zemdlał na środku ulicy. Stąd właśnie takie zamieszenie. Co on tam robił.. A zresztą najważniejsze co ci chciałam też powiedzieć to to, że miał ze sobą walizki podpisane imieniem i nazwiskiem ‘Zayn Malik’. Myślę, że warto byłoby zawiadomić tę osobę o zaistniałym wydarzeniu, o ile ją znasz oczywiście. Jeżeli chodzi o Niall’a Horan’a to więcej dowie się pani na miejscu. Najlepiej jakby to było teraz. Jego stan nie jest dobry, więc przydałoby mu się wsparcie. Do widzenia. – zdążyłam usłyszeć zanim jeszcze się rozłączyła. Kiedy chciałam już zablokować mój dotykowy ekran zobaczyłam 8 nieodebranych połączeń. Niall. Byłam w szoku. Nie wiedziałam co robić. Przecież ja nawet nie mam jak tam dojechać, jest środek nocy, a do LA jechałabym co najmniej godzinę. Dodając to, że najpierw ktoś musiałby po mnie przyjechać. Louis odpada, Harry i cała reszta też. Za dużo czasu bym zmarnowała. Chociaż pewnie Zayn już powinien tam być. Nagle przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Dosłownie 10 minut drogi stąd znajduje się przystanek autobusowy. Jak tamtędy przejeżdżaliśmy widziałam też kilka autokarów i busów.
Po 5 minutach byłam spakowana. Chciałam już wychodzić, kiedy ktoś zamknął mi drzwi przed nosem.
-Czekaj, czekaj gdzie ty idziesz? – usłyszałam jeszcze zaspany głos Emm.
-Jadę do domu. To znaczy do szpitala. – poprawiłam się.
-Co ? – spytała mnie ze zdziwieniem moja przyjaciółka.
-No do Niall’a. Musze już wychodzić, jest źle. – mówiłam już prawie przez łzy. Nie wiedziałam co z nim jest. On mnie potrzebuje. Chciało mi się płakać na myśl, że mnie z nim nie ma.
-Za 5 minut pod furtką. Idź powiedzieć wychowawcom, że wyjeżdżamy wcześniej, albo może lepiej zapytaj się czy możemy.
-Jesteś pewna? Nie chce ci psuć wycieczki. – odparłam niepewnie.
-Jasne, bo tu jest tak ciekawie. – powiedziała sarkastycznie.-  Idź już bo nie zdążymy! – krzyknęła, przy czym przewróciła swoimi piwnymi oczami.
-Boże, kocham Cie! Zaraz się spotykamy, pa!


*Oczami Emm’y*

Sue spóźniała się już 7 minut. Gratuluję. Ona zawsze musi coś wywinąć w takich sytuacjach...
Po jakimś czasie zauważyłam, jak w moją stronę idą dwie osoby, jedną z nich była na pewno moja przyjaciółka, a drugiej nie znałam. Czyżby jej się nie udało namówić wychowawcy i on właśnie szedł zgarnąć nas spowrotem do domków?  - No świetnie. – powiedziałam po ciuchu do siebie.
-Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać, naprawdę.. Zimno trochę, co? – rozmawiałam już rudowłosą. – Masz kurtkę. Ja mam jeszcze bluzę. – rzeczywiście strasznie zmarzłam, a o tej godzinie temperatura raczej jest minusowa. Włożyłam ubranie i spytałam się, gdzie jest ta osoba, z którą szła Sue.
-Aaa, no właśnie. Mam dwie wiadomości. Najpierw dobra, czy zła?
-Niech będzie ta gorsza..- odparłam.
-Nauczyciele spali, więc ich obudziłam i tak jakby nie byli w najlepszych nastrojach. No i nie zgodzili się, żebyśmy jechały. – widziałam, że przygnębienie opanowywało ją coraz bardziej.- Ale ja muszę. Nie mogę zostawić tak Nialla. Wiem, że możemy mieć przez to problemy, dlatego uszanuję Twoją decyzję kiedy nie pojedziesz.
-Głupia jesteś. Przecież bym ciebie nie zostawiła. To oczywiste że też chce tam być. W końcu niby widziałam ich wszystkich tylko raz, ale jednak się nieźle zakumplowaliśmy.
-To teraz ta dobra wiadomość... - specjalnie przeciągała, wie że mnie to denerwuje – Po drodze spotkałam Dave’a. Trener kazał im biegać. Trening im zrobił, jezu co za człowiek... O tej godzinie.
-Do rzeczy Sue!
-Dobrze już dobrze.. Porozmawialiśmy chwile, zaczął ode mnie wyciągać co się stało i powiedział, że nie pozwoli nam jechać samym do LA i to jeszcze busem. Chce nas zawieźć. Wiesz przecież, że się sprzeciwiałam, nie znamy go praktycznie. Ale to jednak nienajgorszy pomysł. Byłybyśmy szybciej na miejscu, a tak to nawet nie wiemy czy miałybyśmy czy pojechać. To jak, zgadzasz się? Proszę, proszę, proszę!
-Nie jestem do końca przekonana. – odpowiedziałam niepewnie. I w tej właśnie chwili pod furtkę podjechał duży, czarny samochód. To pewnie on – pomyślałam.
-Wsiadacie? – zapytał nas wysoki, ciemnoskóry chłopak.
-Więc...? – nalegała Sue.
-Zgadzam się, ale jest jeden warunek. – moja przyjaciółka spojrzała na mnie pytająco. – Masz przestać się martwić. Wszystko będzie dobrze. Niall nie jest taki, żeby zrobił sobie jakąś straszną głupotę. Jak dojedziemy to okaże się, że wszystko jest dobrze, wierzę w to. – objęłam ręką jej lewe ramię i poszłyśmy zająć dwa tylne siedzenia w samochodzie...
  Po jakiś 20 minutach drogi, rudowłosej przypomniało się, że ja i Dave jeszcze się nie znamy. Szybko skorzystała z okazji i przedstawiła mi swojego kolegę. Bo chyba nie przyjaciela? Na pewno nie.. Chociaż zobaczymy jak to się wszystko potoczy potem.
  Podczas całej godziny nikt prawie się nie odzywał, nikt nie miał do tego ochoty, nikt nie miał humoru... Może pomijając jeden mały incydent, kiedy prawie pokłóciliśmy się o to, że otworzyłam okno. Nie moja wina, że mam chorobę lokomocyjną. Chce mi się wymiotować prawie za każdym razem podczas trochę dłuższej niż 15 minut jazdy samochodem, zazwyczaj pomaga mi właśnie zwykłe przewietrzenie się. Dostanie się do mojego organizmu odrobinę nowego, czystego, nieskażonego tlenu.


  Atmosfera ciągle była jednak napięta. Dave zajęty jazdą, Sue patrząca bezcelowo w jakiś punkt znajdujący się na dworze. A ja? Ja słuchałam muzyki. Rozmyślałam... o tym, co mogło się stać Niall’owi? Co byłoby, gdybym nie miała moich przyjaciół, jakbym sobie bez nich poradziła? Dlaczego mój biologiczny ojciec odszedł od naszej rodziny? Dlaczego nigdy nie mogę trafić na odpowiednią osobę, która mnie zostawi, po prostu przy mnie będzie... Nigdy. Zawsze coś nie wychodziło. Po ostatnim razie postanowiłam bardziej przestrzegać się przed ludźmi. Nie ufam już im tak szybko, jak kiedyś. Nienawidzę wręcz ludzi, którzy wierzą w każde słowo wypowiedziane z ust jakiegoś kłamcy. Nienawidzę... Luke mnie zranił, tak strasznie zranił. Nie odzywaliśmy się do siebie od ostatniej rozmowy, od zerwania. Dużo o nim myślę. Z głowy nie może mi wyjść wspomnienie, kiedy po raz pierwszy wyznaliśmy sobie miłość. Mieliśmy wtedy po 15 lat. Spędzaliśmy ten upalny wieczór na plaży. Odpoczywaliśmy wpatrując się w przypływającą i odpływającą od nas wodę (to zabawne, że niektórzy ludzie zachowują się dokładnie jak ona, tak szybko odchodzą. Bez powodu..). Usłyszałam wtedy od niego że mnie kocha, on naprawdę mnie kochał. Te słowa zawsze wywoływały uśmiech na mojej twarzy. W moim życiu od razu gościło szczęście. Ale on mnie zostawił, bez powodu, zupełnie bez powodu zostawił... Staram się o nim zapomnieć, lecz nie mogę. Najlepsze chwile spędzone z nim stały się już tylko bezsensownymi wspomnieniami. Poczułam na moim policzku jedną, słoną łzę. Szybko otarłam ją ręką. Nie chciałam, żeby ktoś zauważył. Nie lubię pokazywać swoich uczyć. Można tak powiedzieć, że od jakiegoś tygodnia, lub dwóch noszę jako taką  maskę. Przez cały czas, który spędzam w szkole i na przeróżnych zajęciach dodatkowych tłumię w sobie to wszystko. Nie potrafię inaczej. Nie chcę, żeby ludzie tylko pytali się co mi się stało, że mam zły humor? Że płaczę? Przecież i tak nic nikogo to nie obchodzi. To wszystko jest bez sensu. Z moich głębokich rozmyśleń wyrwał mnie jednak głośny odgłos trąbiącego samochodu. Nie no, ale żeby o tej godzinie? Ludzie jeszcze śpią.. Okazało się, że byliśmy już przed samym szpitalem.

*Oczami Sue*

 Cieszę się, że już dojechaliśmy, ale zarazem boję o mojego przyjaciela. Przez to całe zamieszanie zapomniałam nawet zadzwonić do reszty zespołu..
 Po chwili słyszałam już głos Louisa. Był roztrzęsiony. Na bieżąco informował Herry’ego o tym, co do niego mówię. Na końcu usłyszałam tylko krótkie ‘zaraz będziemy’. Rozłączył się. Razem z Em postanowiłam wejść już do środka. Kiedy wysiadłam z samochodu, zobaczyłam przed sobą Dave’a.
-Idę z wami. Nie ma innej opcji. Zostanę do końca.
-Zapomniałeś chyba o swoich obowiązkach. Co z treningami? – spytałam ze zdziwieniem.
-Nic. – odpowiedział lekko oschle.

***

 Od dyżurującej pielęgniarki dowiedzieliśmy się, w której sali leżał Niall. Szybko byliśmy na miejscu. Znam ten szpital na wylot, kiedy byłam mała spędzałam tam mnóstwo czasu. Wtedy prawie codziennie chodziłam tam do mojej ponad 80-letniej babci. Od 7 do 10 roku życia bywałam tam w każde popołudnie. Zmarła w podeszłym wieku. Przeżyła swoje lata. Żałuję tylko, że tak krótko mogłam się nią ‘nacieszyć’.
 Staliśmy już przed salą 314, gdy wyszedł z niej człowiek ubrany w biały strój szpitalny. Na jego plakietce, przypiętej do koszuli widniał napis ‘Dr. Evans’. Od razu domyślił się, do kogo przyszliśmy.
-Właśnie wykonujemy resztę badań. Pan Horan jest wyczerpany. Będziecie mogli zobaczyć go dopiero za kilka godzin. – mówił opanowanym głosem.
-Kilka godzin ?! – krzyknęłam. – Ja muszę teraz, nie zabronicie mi przecież! – mówiłam zdenerwowana. Chciałam już wchodzić do środka, kiedy Emm zablokowała mi dojście do drzwi.
-Spokojnie Sue. Jeszcze nie teraz. Odpuść. – czy jej odbiło? Jak ja mam być spokojna w takim momencie. Przez ten czas dużo myślałam. Niall tak szybko stał się tak bardzo bliską mi osobą. Naprawdę się martwiłam
-Mogę chociaż wiedzieć co mu jest? – dopytywałam się lekarza.
-W tej chwili nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć. Nie ma jeszcze wyników badań, więc możemy się tylko domyślać. Ale proszę się nie obawiać, wszystko powinno być w porządku. – zauważyłam jego dziwny wyraz twarzy. Wiedziałam, źe jest gorzej, niż mówi. Ja to czuje.
 Kiedy chciałam się jeszcze zapytać o to, kiedy dowiemy się dokładnie czy coś dolega Niall’owi odszedł. - Świetnie. – pomyślałam. Nie dość, że spóźniłam się, nie było mnie przy nim kiedy zapewne potrzebował mnie, to jeszcze teraz nie mogę się z nim zobaczyć.

***

-Sue, Sue, jesteśmy! – usłyszałam zmęczony i zdychany głos Harry’ego. Byli całą czwórką. Tak właściwie to trójką. TRÓJKĄ? Liam, Harry o Liam. Zaraz, zaraz, gdzie jest Zayn? Gdzie on do cholery jest... W głowie miałam coraz większy mętlik. Obwiniałam siebie trochę za tą całą sytuację. Jednak te 8 nieodebranych połączeń mogło coś znaczyć.
 Siedzieliśmy nerwowo na szpitalnych krzesłach przed salą już od 2 godzin. Przez ten czas zdążyłam zapoznać chłopaków z całą tą sytuacją. Mieli grobowe miny. Nie jestem pewna nawet, czy Harry się nie popłakał. Ja nie wytrzymałam. Wtuliłam się lekko w Dave’a. Czułam do tego na sobie spojrzenie Louis’a. Po tym, jak ich zapoznałam prawie w ogóle się nie odzywał. Liam chodził ciągle zamyślony od nas do automatu z kawą i tak w kółko, a Harry siedział z Emm koło nas jakby ich tutaj nawet nie było. Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz... Gdzie jest Zayn? Chyba nikt poza mną nie zorientował się, że go brakuje.
 Po kolejnych 10 minutach zauważyłam tego samego człowieka, co wcześniej nie pozwolił zobaczyć mi się z moim przyjacielem. Tak, to na pewno on. Doktor Evans...


.....................................................................................

Hahaha, jak ja lubię trzymać Was w takiej niepewności! ;)
A tak wgl. cieszycie się, że jest rozdział?
Oczywiście przypominam, że możecie obserwować mnie na tt ( Zuzia_W1D). Jeśli chcecie być powiadamiani o nowym rozdziale piszcie ;)




czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 5.

* Oczami Niall'a *

- Więc co dalej?- spytałem się Zayn'a
- Nie rozumiem- odpowiedział chłopak, zapalając któregoś z kolei papierosa.
- Z nami?-  dopowiedziałem.
On zaszczycił mnie swoim wzrokiem i prychnął pod nosem.
- Znowu się czepiasz...- otworzyłem szerzej oczy ze zdumienia.
- O co ci chodzi? Przecież nawet nie zdążyłem nic powiedzieć.
- Właśnie. zaraz zacząłbyś marudzić lub...
- Mieszkamy razem- przerwałem mu - sypiamy, ze sobą, spędzamy każdą wolną chwilę. To już trwa od kilku tygodni, ale nigdy nie usłyszałem od ciebie czułego słówka. Wiesz jak to boli?
- Widzisz, mówiłem, że zaczniesz się czepiać- zgasił papierosa i usiadł do stołu.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia?- oburzyłem się.
- A co chcesz wiedzieć?- uśmiechnął się cynicznie.
- Co jest między nami?- usiadłem na przeciwko niego i wyczekiwałem  odpowiedzi.
Spojrzał na mnie nieobecnie. Po chwili ocknął się i przybliżył do mnie.
- Jesteś.... moim przyjacielem.
- Co?! - zerwałem się z krzesła i od razu poczułem jak łzy lecą mi po policzkach. - Tylko?! Po tym wszystkim mi mówisz, że jestem twoim przyjacielem?
- Jezu Niall nie bulwersuj się tak - podszedł do mnie Malik i prawdopodobnie chciał mnie przytulić, lecz go odepchnąłem- No dobra jesteś moim chłopakiem - lepiej? - A teraz chodźmy do łóżka.
- Wiesz co łaski bez. Wynoszę się stąd- syknąłem przez zęby i pobiegłem po walizkę do naszego byłego pokoju.
- Ty chyba sobie kpisz!- prychnął.


*Oczami Sue*

30.05 , biwak, godzina 17:29 :


 Jesteśmy tu już 4 godziny. Nie jest najgorzej. Mieszkamy w dużym ośrodku z dala od jakiegokolwiek miasta. Razem z Emm i 3 innymi dziewczynami zajęłyśmy piętrowy domek dokładnie naprzeciwko rozległego jeziora. Wokół nas jest pełno drzew, krzewów i wszystkiego związanego z naturą. Chyba potrzebowałam takiego odpoczynku. Zdążyłyśmy się już rozpakować i poznać najbliższą okolicę. Po naszej lewej stronie mieszkali chłopacy (Sam, Jake, George, Mike i Cody), po prawej reszta dziewczyn z mojej klasy. Mam nawet kilka zdjęć.







Kilkaset metrów dalej zakwaterowali się nasi wychowawcy. Za jakieś 20 minut jest kolacja w stołówce, a potem spotkanie z nimi „w sprawach wychowawczych”. No tak, będą nam mówić o tym, że mamy w nocy nigdzie nie chodzić, żadnych krzyków, alkoholu, narkotyków i papierosów. Opowiedzą nam też pewnie co będziemy robić każdego dnia to znaczy o których godzinach są posiłki, czy inne spotkania, bo przecież co innego można robić nad jeziorem niż leżeć, albo opalać się w pełnym słońcu, którego i tak nie ma za dużo. Chociaż słyszałam, że gdzieś tu jest boisko do kosza, więc może nie będzie tak nudno. Ewentualnie jak już kompletnie nie będzie co robić, zacznę bawić się w fotografa.

Godzina 18:36 :

   
  15 minut bez sensownego gadania wychowawców to jednak stanowczo za dużo, chociaż i tak większość tego czasu spędziłam na rozmowach z Emm. Z tej całej rozmowy dla mnie ciekawe było tylko to, że jest tu boisko to siatkówki. Nie, nie do kosza. Do siatki. 





Słyszałam też jak ktoś wpadł na pomysł zorganizowania turnieju, podczas którego podzielimy się na dwie grupy po 3 zespoły i na sam koniec dwa najlepsze będą ze sobą rywalizować o ‘mistrza biwaku’ czy jak oni to tam nazwali. Chyba i tak nie mamy nic lepszego do roboty, niż wziąć w tym udział. Razem z Emm, Mike’m, Cody’m i Jake’m stworzyliśmy jedną drużynę. Zawody miały się rozpocząć za 15 minut więc poszłam do naszego domku, żeby przebrać się w jakieś krótkie, wygodne spodenki i ciemną bluzkę na ramiączkach. Stwierdziłam, że do tego wszystkiego idealnie pasować będą moje czarne vansy. W sumie to zabrałam ze sobą tylko 2 pary butów, więc nie miałam za dużego wyboru.

10 minut później:


   Słyszałam też jak ktoś wpadł na pomysł zorganizowania turnieju, podczas którego podzielimy się na dwie grupy po 3 zespoły i na sam koniec dwa najlepsze będą ze sobą rywalizować o ‘mistrza biwaku’ czy jak oni to tam nazwali. Chyba i tak nie mamy nic lepszego do roboty, niż wziąć w tym udział. Razem z Emm, Mike’m, Cody’m i Jake’m stworzyliśmy jedną drużynę. Zawody miały się rozpocząć za 15 minut więc poszłam do naszego domku, żeby przebrać się w jakieś krótkie, wygodne spodenki i ciemną bluzkę na ramiączkach. Stwierdziłam, że do tego wszystkiego idealnie pasować będą moje czarne vansy. W sumie to zabrałam ze sobą tylko 2 pary butów, więc nie miałam za dużego wyboru.

10 minut później:
 
  Kiedy byliśmy już blisko boiska poczułam, jak ktoś szturcha mnie w ramię.
-Patrz, kto nam zajął boisko. Przystojni! – krzyknęła Emm.
-Zaraz zobaczę, chwila. – odpowiedziałam, po czym skończyłam wiązać mojego buta i spojrzałam w tamtą stronę. – Rzeczywiście, nie są źli. – zobaczyłam jak spora grupka ludzi z mojej klasy idzie w naszą stronę. Poinformowali nas, że turniej odbędzie się jutro, jednak Cody jak to nie niego przystało nie dawał za wygraną. Stanął na dużym pniu jakiegoś drzewa i zaczął ‘przemawiać’.
-Wszyscy mnie słyszą? Bo chciałbym was poinformować, że ja nie będę się dzisiaj nudził. Idę z nimi pogadać. Kto chce dzisiaj grać idzie ze mną, a kto nie.. wiadomo, zostaje. – takim to sposobem wszyscy byliśmy już przy samym boisku. Zaniemówiłam. Na samym jego środku stało 10 mężczyzn. Kojarzyłam ich, nawet bardzo dobrze kojarzyłam. Od  lewej stali : Kobe Bryant, Earl Clark, Steve Nash, Dwight Howard, Pau Gasol, Jordan Hill, Steve Blake, Jodie Meeks, Darius Morris i Devin Ebanks. Ci ostatni to trzej najmłodsi zawodnicy Los Angeles Lakers. Ale co oni tu robią? Boże, jaka ja jestem głupia. Przecież nawet dali mi wolne, bo nie ma meczy przez cały tydzień. Nawet mój pracodawca mówił mi, że cała drużyna jedzie gdzieś wypocząć. Nigdy nie pomyślałabym, że akurat tutaj. Nie wiem jak to nazwać, po prostu ‘jaram się’ tym, że oni tutaj są. Po chwili wpadłam na pomysł wysłania Niall’owi sms’a.
    


‘Żałuj, że Was tu nie ma, właśnie jestem na biwaku z lejkersami. To znaczy można tak powiedzieć. Pozdrów resztę, tęsknię. Sue. X’
 

Nie odpisywał. Stałam tak więc i ciągle gapiłam się w moich ulubieńców. Podczas gdy Cody rozmawiał z nimi chyba na temat tego, że moglibyśmy zagrać razem zauważyłam, że jeden z nich ściąga koszulkę, o ile się nie mylę jest to Devin. Co za mięśnie.. Chociaż w sumie takie, na jakie każdego sportowca przystało, więc nie mam się co dziwić. Chciał chyba położyć swoje ubranie na ziemi koło siebie, lecz cofnął rękę i zaczął iść w moją stronę. Chyba rozumiecie co czułam... wyobraźcie sobie że to właśnie w waszą stronę idzie jeden z Twoich idoli... Co robisz? Stoisz jak głupia i tylko przyglądasz mu się. Przynajmniej w moim przypadku.
-Ooo, kogo ja tu widzę. Ty robisz zdjęcia podczas naszych meczów, nie? – powiedział, po czym na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. – Jestem Devin, dla znajomych Dave. – podał mi rękę na przywitanie.
-Yyy Sue, tak jestem Sue. Miło mi ciebie poznać. – odpowiedziałam nieśmiało, zdziwiona jeszcze tym, że chociaż mnie kojarzy.
-Widziałem twoje zdjęcia. Muszę przyznać, że masz talent. – jeszcze tego mi brakowało... co jeszcze.
-Powiedziałabym raczej, że mam dobry program do przerabiania zdjęć. – obydwoje lekko zaśmialiśmy się.
-Wiadomo, jednak samo zdjęcie musi być dobre, żeby po przerobieniu było jeszcze lepsze. – nie zrozumiałam za bardzo o co mu chodzi, więc szybko zmienił temat. – Twój kolega załatwił wam chyba boisko.
-Właśnie widzę, zbieracie się już? – zapytałam, ponieważ zobaczyłam jak reszta jego zespołu  idzie już w stronę swoich domków.
-Jeśli chodzi o grę to tak. Zaraz mamy spotkanie z trenerem, bo będziemy omawiać następny mecz. Ani chwili wolności... A jeśli chodzi ogólnie to nie. Zostajemy tu jeszcze do poniedziałku.
-My wyjeżdżamy w niedzielę wieczorem.
-Muszę już lecieć. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy! See you later Sue! – powiedział jeszcze, już powoli oddalając się. Czy ja właśnie poznałam się z Devin’em Ebanks’em? Nie wierzę, po prostu nie wierzę w to. Spełniłam jedno z moich marzeń. Zawsze podziwiałam go za to, że ma dopiero 20 lat, a już gra w lejkersach.
 
 Reszta dnia była równie udana jak jego wcześniejsza część. Rozegrałam łącznie 4 krótkie mecze. Przegraliśmy w finale i mieliśmy drugie miejsce, ale przecież liczy się dobra zabawa, a tej było bardzo dużo. Chociażby moment, kiedy Cody podstawił Mike’owi haka, jak ten biegł do serwu, a potem obydwoje rzucili się na siebie łaskocząc się nawzajem. Wszyscy świetnie się bawiliśmy. Aaa no i nie mówiłam Wam jeszcze, że oni są ze sobą już od kilku miesięcy? Nie? To teraz już wiecie. Są tacy słodcy. Niech się cieszą, że mają taką klasę, która ich akceptuje. Gorzej jest w szkole.
 
 
Godzina 5:17 :

 Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na godzinę. Kto mógłby o tej godzinie do mnie dzwonić. Zobaczyłam na moim wyświetlaczu nieznany numer. Odebrałam.
-Dzień dobry, mam nadzieję, że pani nie obudziłam. Dzwonię z informacją na temat Niall’a Horan’a. Dzisiaj w nocy znalazł się u nas w szpitalu...
 
 
.....................................................
 
C.D.N.
Reszta w następnym rozdziale ;)
Chciałabym tylko powiedzieć, że ten napisałam wspólnie z Elizą, ona napisała część dotyczącą Zialla, a ja reszte.
Także tego, dziękuje! <3
Jak macie jakieś pytania, to możecie się ze mną skontaktować za pomocą mojego tt (Zuzia_W1D) lub bezpośrednio na blogu.
Pozdrawiam, Zuzia. xx


środa, 27 marca 2013

The Versalite Blogger

W sumie, to nie spodziewałam się, że ktoś tak szybko mnie nominuje :)
Także dziękuję bardzo paulisia0813 (kiedy klikniecie w link wyświetli wam się jej blog, zapraszam naprawdę warto przeczytać ;))

Więc...

 Co każdy nominowany musi zrobić:

  • grzecznie podziękować nominującemu
  • dać 7 faktów o sobie
  • nominować 7 blogów, które sobie na to zasłużyły (no i powiadomić je)

 Siedem faktów o mnie :


  1. Mam na imię Zuzia.
  2. Mam rude włosy.
  3. Interesuje się koszykówką (co z resztą można wywnioskować po zobaczeniu samej nazwy bloga ;))
  4. Jednym z moich marzeń jest pojechanie na koncert 1D.
  5. Moim ulubionym filmem jest "Piraci z Karaibów".
  6. Do pisania bloga zachęciła mnie pryzjaciółka. 
  7. Kiedyś prawie wypadłam z kajaka, bo był w nim pająk. Tak wiem, hahah. No nie mogłam nic wymyśleć.


 Blogi, które nominuję:


  1. my-personal-angel.blogspot.com
  2. the--end-of-love.blogspot.com
  3. only--love--me.blogspot.com
  4. walk-away-and-stay.blogspot.com
  5. fucking-need-you.blogspot.com
  6. i-will-be-your-shadow.blogspot.com
  7. heartache-doesnt-last-forever.blogspot.com
  8. love-me-or-fuck-off.blogspot.com
  9. soraya-khan.blogspot.com
  10. can-we-stop-this-for-a-minute.blogspot.com

Piąty rozdział będzie dzisiaj, bądź jutro c;
Kawałek już mam, napisany przez Elize. Tak, kawałek Zialla :)
Pozdrawiam, Zuzia . xx














sobota, 23 marca 2013

Rozdział 4.



28.05

  Jest już środa. Jeszcze tylko 31 dni do wakacji. Tylko 31 dni do wolności. Całe szczęście, że w piątek  jedziemy na tydzień na biwak z klasą. Nie wiem jak wytrzymam z tymi nudziarzami, ale lepsze to niż nauka. Dobrze, że mam chociaż Em. No może jeszcze z kilkoma chłopakami z klasy da się pogadać. Jeszcze chyba nigdy „klasowo” nie zwialiśmy z lekcji. Czemu? ‘Ale po co, będziemy mieć tylko przez to problemy.’, ‘Nie idę. Nie chce słuchać moich wydzierających się przez to rodziców’, ‘Nie chcę opuszczać materiału i potem nadrabiać’. Zdarzają się nawet tacy, co po prostu wolą siedzieć na lekcji i się uczyć, pozdrawiam ich serdecznie. Dobrze, że moja mama mnie rozumie, mój wiek, to co robię. Zawsze przymyka trochę oko na moje zachowanie, z resztą mówiła mi, że sama tak była w młodości. Naprawdę współczuje niektórym z mojej klasy, że nie mogą się zrywać z lekcji. Jeśli wyczuliście ten sarkazm..
  Od rana mój humor był bardzo dobry. Pomijając już to, że nawet chciało mi się iść do szkoły. Było tylko 5 lekcji, przeżyłam. Po zajęciach poszłam jeszcze z Emm do Subway’a. Mhm, kanapki to tam robią przepyszne. Rozmawiałyśmy trochę o wczorajszym dniu z chłopakami. Stwierdziłyśmy, że zachowanie Nialla w samochodzie musi mieć coś na rzeczy. Może to prawda o nim i o Zaynie ? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głośny dzwonek mojego telefonu. Niall? Ale co chce ode mnie Niall?
-Halo, Sue? – odezwał się ktoś w słuchawce. Stanowczo nie był to głos blondyna.
-Tak. Ale z kim rozmawiam?
-Z Harrym Potterem. - usłyszałam cichy chichot.
-Jasne, myślałam że z Jack’iem Sparrow’em.
-Hej, Sue spokojnie, nie miałem Twojego numeru. Robisz coś dzisiaj?
-Chyba nie, ale nigdzie nie ide, jak nie dowiem się z kim rozmawiam. – odpowiedziałam, chociaż domyślałam się, że to Lou.
-Zobaczysz o 19 jak chcesz.
-Dobra, ewentualnie może być. Mogę chociaż wiedzieć, gdzie idziemy?
-Też zobaczysz. Do 19! – powiedział i rozłączył się, tak teraz już byłam pewna, że to Tomlinson... Ten głos... Z resztą, nie ważne. Może mu się troszkę milej zrobi, jak udam że nie wiem z kim rozmawiałam.

Godzina 18.59:

Cieszyłam się na myśl, że wyjdę gdzieś z Louisem, chociaż zarazem stresowałam? Tak, chyba to dobre określenie. Wyjątkowo polubiłam go przez ten krótki czas.  Usłyszałam, jak ktoś wchodzi po schodach i powoli otwiera drzwi do mojego pokoju.
-Niespodzianka! – krzyknął.
-O, Louis ?! – powiedziałam udając zdziwienie, po czym poczułam przy sobie jego ciepłe ciało.
-Domyśliłaś się, że to ja. Prawda? – usiadł na fotelu, - Wiedziałem, że ten Harry Potter mnie wyda. No wiedziełem, no. – lekko złapał się za głowę.
-A ja myslałam, że rozmawiałam z Jack’iem Sparrow’em. Zniszczyłeś moje marzenia.
-Oj przepraszam.-podbiegł i przytulił mnie już 2 raz dzisiaj. Nie powiem, naprawdę miłe uczucie.
-Dobra już, dobra. Rozumiem, że poznałeś już moją mamę skoro wszedłeś do mojego domu?
-Yyy, no tak jakby. Wszedłem sam. Drzwi miałaś otwarte, nie moja wina. Ale przywitałem się z Twoimi rodzicami, przysięgam. Twoja mama kazała mi wejść na góre, więc jestem. A tak naprawdę to chyba dzwonek ci się zepsuł. – powiedział Lou.
-To teraz na wszelki wypadek zapisz sobie mój numer.
-Tak właściwie to mam od Nialla już. Poczekaj chwilkę. – wziął mój telefon i coś wystukał. – Tutaj masz mój. Idziemy ? I od razu wyprzedzę Twoje pytanie, nie nie dowiesz się gdzie. – jego kąciki ust lekko podniosły się ku górze.
-Nie mam wyjścia.- powiedziałam i udaliśmy się w miejsce wybrane przez Louisa. Mam nadzieję, że to nie jest żadna restauracja, albo coś w tym stylu, bo raczej nie ubrałam się zbyt stosownie. Krótkie spodenki, cienkie czarne rajstopy, niebieskie martensy, czarna podkoszulka i dżinsowa kurtka z ćwiekami. Strój chyba bardziej na dyskoteke. Tak to jest, jak nie zna się miejsca, do którego się idzie. Lou miał na sobie czarne rurki, białe krótkie vansy, białą bluzkę i szary sweter. Z jego ubrania nie mogłam nic wywnioskować, wygląda tak na co dzień. Zostało mi czekać.

Po 30 minutach :

Dojechaliśmy na miejsce. Szkoda, że musimy już wysiadać, bo Tomlinson tak pięknie śpiewa, że mogłabym słuchać go dzień i noc. W oddali widziałam budkę, na której widniał napis „BILETY”. Byliśmy na jakiejś polanie zarośniętej drzewami. Zauważyłam nawet dwa dzikie koty. ZOO ? Louis zabrał mnie do Zoo?
-Mam nadzieję, że nie boisz się krwiożerczych zebr, żyraf i niedźwiedzi? – zapytał mnie brunet.
-Powiedzmy, że nie. – kupiliśmy bilety i poszliśmy wyznaczonym szlakiem.
  Zobaczyliśmy już małpy, żyrafy, lwy, hipopotamy i żółwie. Przyszedł czas na to, czego się obawiałam. Nie chciałam już teraz pokazywać swoich największych słabości.
-Chyba nie było tak źle, na razie nic nas nie pożarło. Co ty na to, żebyśmy zobaczyli jeszcze niedźwiedzie i poszli do mnie? – powiedział Lou, a ja niestety przystałam na propozycję potakując głową. Kiedy doszliśmy do miejsca, gdzie znajdują się duże stworzenia o brązowej sierści stwierdziłam, że nie będę się do nich za bardzo zbliżać, lecz chłopak pociągnął mnie szybko za rękę i zaprowadził pod samą ‘przegrodę’ . Zaczął machać do jednego z nich.



-Możemy już iść? – powiedziałam od razu.
-Czyli jednak się boisz? – mówiąc to ruszał jedną brwią w górę i w dół, zabawnie przez to wyglądał. – Chodź, pokażę Ci coś. – złączył nasze ręce i poprowadził je na sam czubek głowy niedźwiedzia. – Widzisz, nic Ci nie zrobi. – uśmiechnął się do mnie i drugą ręką objął moje barki. Na początku straszliwie się trzęsłam. Bałam się jak nigdy. Z czasem moje serce przestawało bić coraz szybciej. Przy nim czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, żę rzuciłby się na ratunek w razie niebezpieczeństwa, bo pomimo tabliczki na której były opisane te zwierzęta i napis ‘Nie bój się, nie są groźne, lesz prosimy nie karmić i nie dotykać’ nie byłam spokojna. Tą piękną chwilę, bo z pewnością mogę powiedzieć, że taka była przerwał nam jakiś człowiek.
-Nie wolno dotykać zwierząt! – krzyczał biegnąc w naszą stronę. Widząc to szybko udaliśmy się do samochodu. Po wejściu podziękowałam jeszcze Tomlinsonowi, nie wiem tak naprawdę za co, ale podziękowałam i tak jak planowaliśmy udaliśmy się w stronę jego domu.
   Znowu razem śpiewaliśmy piosenki (Up All Nigdt-1D,Fun-Some Nights,Olly Murs-Dance With Me Tonight i piosenka z Shreka-All Star). Ta ostatnia wyjątkowo zapadłą mi w pamięć, śmiałam się tak głośno, że brzuch mnie rozbolał i musiałam na chwilę wysiąść z samochodu. Po 45 minutach poczułam jak auto zatrzymuje się. Brunet podszedł i otworzył mi drzwi. Mieszkał w piętrowym, zbudowanym z czerwonych cegieł domu. Pomimo tego, że jego powierzchnia nie była duża w środku panowałą przytulna atmosfera. Na dole znajdował się salon z czarną kanapą i dużym telewizorem plazmowym połączony z kuchnią, w której chyba były jeszcze pozostałości po ostatniej imprezie chłopaków. Podłoga obita była drewnianymi panelami, a ściany przyozdabiały obrazy i liczne zdjęcia z życia Louisa. Góra domu była tak samo piękna jak reszta. Brunet naprawdę miał dobry gust.







-Strasznie przepraszam za ten bałagan. – zaczął szybko sprzątać różne rzeczy z podłogi, żebym mogła dalej przejść – Niall i Zayn ostatnio u mnie byli. Na przyszłość nie radzę ich wpuszczać razem do domu. – powiedział lekko zawstydzony, kiedy usiedliśmy już w salonie.
-Zapamiętam! Wiesz może która godzina? Ostatnio wróciłam chyba troche za późno i  moja mama była wkurzona. – zapytałam. Naprawdę nie chciałam tym razem się zbytnio spóźnić.
-Dwudziesta pierwsza trzydzieści cztery. – od razu posmutniał. – Odwieźć cię do domu ?
-Jak to nie problem?
-No co ty, oczywiście, że nie.

  Jak dojechaliśmy, to na pożegnanie przytuliłam jeszcze Louisa, a ten pocałował mnie lekko w policzek. Kątem oka zauważyłam jak jego policzki robią się czerwone. Co dziwne poczułam to samo u siebie. Żałuję, że musiałam już iść, ale wolę na razie ‘żyć z mamą w zgodzie’. Przynajmniej może przestanie mnie tak kontrolować.

.........................................................................

Jest 4 rozdział. Znowu nic się nie dzieje, ale już niedługo pojawi się nowa postać, która troche namiesza ;)
Miło by było, jak by znalazło się kilka komentarzy pod tym postem . xx
A, no i jeszcze jak ktoś chce, to to moje konto na   tt : Zuzia_W1D